wtorek, 14 lipca 2015

Wielkie manifesty i czarna magia redakcji

Został ostatni rozdział Dzikusa do napisania. Mieszczę się w czasie, mimo, że to było mordercze pisanie. Jestem po egzaminie na doktorat, walnęłam na niego obszerny konspekt, wyników jeszcze nie ma. Cztery opka klecę na konkursy i NF. Trzy książki naraz. Jestem zmaltretowana psychicznie, ale mam dla was kilka ciekawych rzeczy.


Po pierwsze: polecam publikacje odnoszące się do bezpieczeństwa kulturowego - opracowanie pana profesora Czai, wypowiedź profesora Legutko na Kongresie Kultury Polskiej i tym podobne teksty oscylujące wokół wagi twórczości. Po co? Żebyście sobie uzmysłowili, że książka i tworzenie literatury to rzecz wielka. To wkład w dziedzictwo kulturowe. Dziedzictwo kulturowe nie potrzebuje szmiry, chociaż ta także znajdzie swoje miejsce. Nie bawcie się w pisarzy - bądźcie nimi jako ludzie podtrzymujący i wzbogacający kulturę.

Po drugie, znowu muszę poświęcić słów kilka na literaturę kobiecą. Jak mogliście już przeczytać, nie mam szacunku dla typowo "babskiej pisaniny", gdzie dla "emocji, romansów i uniesień" można podobnież "przymykać oko na błędy i styl".

Przygotowując się na egzamin na doktorat czytałam o etyce troski, badaniach Kohlberga i reakcji na nie Carol Gilligan. Rzeczona uczennica psychologa Kohlberga w odpowiedzi na jego teorię moralnego rozwoju dziecka zwróciła uwagę na odmienne potrzeby i uznawanie innych wartości przez kobiety niż przez mężczyzn. Patrzę na to po części sceptycznym, po części przychylnym okiem - być może nie ma uniwersalnych wartości ludzkich, a przynajmniej uniwersalnego ich pojmowania i hierarchizowania. Trzeba pamiętać o relatywnym aspekcie świata, tkwiącym we wszystkim, co poznajemy i interpretujemy. 

Podobnież nasze różnice w budowaniu systemów wartości zaczynają się około trzeciego roku życia. Chłopcy uświadamiają sobie wtedy własną inność, odrębność od matki i poszukują tożsamości gdzie indziej. Rywalizują o pozycję, utwierdzają świadomość swojej odrębnej podmiotowości, zakotwiczają się w sobie. Dziewczynki natomiast rozumieją, że są takie, jak matka i zacieśniają relację z nią, naśladują ją, uczą się dzielenia emocji i opieki. Bardzo to upraszczam, jeśli chcecie szczegółów, poczytajcie sobie o skali Kohlberga i skali Gilligan, gdzie rozwój dziewczynki oscylować ma niby wokół troski - najpierw o siebie, potem o innych, następnie równowagi między nimi.

Co wynika z rozważań nad różnicami w rozwoju moralnym kobiet i mężczyzn? Dla kobiet co innego ma być ważne. Sprawiedliwość i równość rozumiana przez mężczyzn długi czas stawiała je poza nawiasem, była domeną samców, niedotyczącą intymności domowej, w której znajdowała się kobieta. Dla kobiet ważne były relacje z rodziną, emocje, bliskość, instynkty, sekretne siły natury, drzemiące w człowieku podświadome szepty. Ich racjonalność, wedle omawianej teorii, nie ma się zgadzać z trendami racjonalności, jakie przysposobili mężczyźni jako uniwersalne. Być może dlatego już w starożytnej Grecji i w Rzymie odmawiano kobietom posiadania rozumu - bo ich racjonalność buduje podstawy na czym innym. 

Po co o tym piszę?
Bo po części jest to naciągane (badania i teorie te zostały podważone i skrytykowane), a po części prawdziwe (niezależnie czy kulturowe, czy biologiczne, różnice płciowe istnieją), co ma wpływ na postrzeganie kobiety jako odbiorcy literatury. Czemu rzadziej mam w rękach publikacje kobiet niż mężczyzn? Bo kanony uniwersalne są zdominowane przez mężczyzn. Kobietom trudniej się w nie wpasować, nie chcą tego robić, nie udaje im się, czy o co chodzi?
Czytałam o katolickim feminizmie, gdzie panie propagujące go twierdzą, że pozostałe feministki odrzucają swoją kobiecą naturę i próbują "być" mężczyznami. Czy mam sądzić, że porzuciłam swoją kobiecość, bo ubóstwiam literaturę tworzoną przez mężczyzn, wyznaję wiele z wartości ustanowionych przez nich, rozumiem wszelkie ich piramidy potrzeb i zasad? Taki nasuwa się niby-wniosek. Ależ skąd! Najgłośniej przemawia przeze mnie nadwrażliwość i szalona empatia, integracja z całym światem, z bólem każdego; lecz jest tutaj także siła, twardy charakter, przeświadczenie o swojej podmiotowości. Przeświadczenie o takiej sile, że nic ani nikt nie może mnie zniewolić. 

Dobra, ale co z tego całego gadania wynika? Pytam jeszcze raz: mam sądzić, że porzuciłam gdzieś własną naturę i pcham się między mężczyzn? Na przykład Dzikusem, czyli książką aspirującą do klasycznej fantastyki naukowej? Dwieście lat temu to by mi pewnie karę chłosty dali za takie pomysły. Porzuciłam tę cholerną "kobiecą naturę"? Oj, nie. 

Kochamy etykietki. To znaczy, większość ludzi miłuje; ja je odrzucam, kiedy tylko się zorientuję, że oklejam świat upraszczającymi schematami. Według mnie zarówno kobieta, jak i mężczyzna są zdolni do obu postaw, postawy "troski" i postawy "obowiązku". Moje potrzeby i aspiracje mieszczą się w obu skalach. Obie są moje, obie sobie przysposobiłam. To dla mnie jedna, szeroka skala.

Bardzo duży wpływ ma na nas wychowanie, kategoryzacja od małego - mnie to ominęło, bo byłam i jestem introwertyczką z kompletnie niezależnym umysłem i rodziną, która, chwała losowi, na to pozwoliła. Jesteśmy dzieleni we wszystkim najpierw na płeć. W literaturze także. Kobiety, jeśli to czytacie, jeżeli rzeczywiście chcecie pisać przepełnione emocjami romanse, niech będą okraszone dobrym warsztatem, niech zawierają ciekawe dane, informacje, innowacyjności, niechże tam się znajdzie coś, co przyniesie wkład w to szalenie ważne dziedzictwo kulturowe, a nie tylko grę na damskich emocjach. Twórzcie światy, ale nie plećcie ich tylko z emocji. Emocje i relacje to kobiecy geniusz, zróbcie z tego przyprawę, ale kanon filozoficzny, literacki, myślowy miejcie w poszanowaniu, obeznaniu i potrafcie posługiwać się jego narzędziami. Bo to są bardzo dobre narzędzia. Nie możemy zbudować historii od nowa, tworzymy za to teraźniejszość i przyszłość. Nasze poprzedniczki rodziły historię, my możemy więcej - wzbogacić ją o nasz głos. Ledwie sto lat jesteśmy równouprawnione na polu wyborczym, a nadal trwa proces równouprawnienia społecznego. Zwrócenie się w innym kierunku, niż nam przypisywano i nas nim ograniczano, nie jest żadnym porzuceniem własnej natury ani babochłopstwem. Świat pozwala nam wreszcie własną naturę odnaleźć, nie przyjmować narzuconej - a zdaje mi się, że tak jak osobowość, ludzka natura nie jest jedna, to zbiór miliardowej wielości. Nie bójcie się sięgać po te "męskie" wartości, a w drugą stronę - jeśli źle się czujecie wśród "uniwersalistycznych" kanonów, zróbcie własny. Mężczyźni mają w sobie pierwiastek kobiecej wrażliwości, ale o wiele silniej jest u nich tłamszony wychowaniem i dużo bardziej boją się ku niemu sięgać. Jednak u pisarzy możecie nie raz go wyłuskać. Każdy układa swoje yin yang wedle własnego uznania. Najgorzej to dać się wrzucić do jakiegoś wora i bać się czerpać z wszystkiego innego.

No i zrobiłam feministyczny manifest. Ale cóż, nie pierwszy i nie ostatni w życiu.



Porozmawiajmy o czymś neutralnym światopoglądowo i gatunkowo. O redakcji, która zdaje się tajemniczą właściwością procesu twórczego i wydawniczego. Wielu, naprawdę wielu początkujących twórców i odbiorców literatury nie ma pojęcia, na czym polega redakcja. Łatwo przyswoić sobie naturę korekty, bo natychmiast przychodzą na myśl szkolne wypracowania i dyktanda. Ale redakcja? 

Rozwiejmy kilka wątpliwości.

Redaktor nie składa tekstu. Składem zajmuje się przeważnie kto inny. Skład następuje na samym końcu procesu wydawniczego.

Redaktor ma prawo wywrócić tekst do góry nogami, sugerować wywalenie całych rozdziałów, dopiski, a nawet poprosić o napisanie dzieła od nowa. Autor, rzecz jasna, ma prawo odmówić. Zalecany jest tutaj kompromis - bo redaktor, choć nie jest tak ważny, jak autor, to osoba niezmiernie istotna dla twojej książki. Można powiedzieć, że stoi między tobą a światem, miętosząc w rękach twoje dziecię, brutalnie, bez sentymentów - tak, jak lekarz w szpitalu wrazi twojemu dziecku dziesięć igieł i rurek w ciało, jeśli jest poważnie chore. Musisz pozwolić na leczenie.
Może być i tak, że leczenia wcale nie trzeba. Bywa, że lekarz to konował. Musisz dokładnie obadać sytuację, schować butę do kieszeni, ale dumy trzymać się mocno. Nie możesz pozwolić, by książka ucierpiała, ale i by własna arogancja i nieprzejednanie spartaczyły jej start. Redaktor ma z niej i z ciebie wywlec wszystko co najlepsze.

Redaktor pilnuje, by tekst był logiczny, przejrzysty, fabularnie bez zarzutu, sięga do kanonu, zasad funkcjonowania świata (czy to realnego, czy wymyślonego przez autora - bywa, że twórca sam łamie własne zasady), poprawności językowej (merytoryka i gramatyka). Czyli po prostu pracuje z tekstem.

Tak samo korektor, jak i redaktor posiada kanon zasad, których się trzyma; redaktor dodatkowo kieruje się wymaganiami i oczekiwaniami wydawnictwa oraz rynku.


Kiedy spiszę ostatni rozdział, będę szlifować. Korekta idzie mi nieźle, co pokazują publikacje na NF - niewiele już zdarza się wytknąć użyszkodnikom błędów w moich opowiadaniach (łatwo o to przy opowiadaniu, ale nie łudzę się, że nie narobię błędów w tekście na setki tysięcy znaków). Co do redakcji, nie sposób działać samemu i ktoś drugi jest niezbędny - ale przed tym, jak ekipa wydawnicza dostanie tekst do ręki, mam zamiar wyszlifować go, jak najlepiej potrafię. W dwa miesiące. W następnej notce już na tekście pokażę wam zabiegi, jakie w fazie szlifu zastosuję. 

wtorek, 23 czerwca 2015

tik tak tik tak

Jestem! Żyję!

Co z Dziką Książką?
Sto pięćdziesiąt tysięcy znaków, z tego dziewięćdziesiąt tysięcy poddane pierwszym korektom. Jestem niemal pewna, że skończę w połowie lipca, a więc w terminie. Potem jeszcze dwa miesiące na szlif. Mam już niemal całą listę wydawnictw, mój najwspanialszy grafik robi mi ilustracje, morduję się nad nazwami, powiązaniami, spełnianiem punktów założeń. 



Dzikus niepokojąco się rozbudowuje, można by jeszcze poprowadzić sto wątków - ale twardo trzymam się zamknięcia w początkowym konspekcie, głównej linii wyznaczonej od początku. Pomysły rozdrabniania się trzeba mocno przefiltrować. Jak zgubisz motyw przewodni albo za bardzo od niego odejdziesz, możesz położyć całą fabułę.

Skąd brak notek przez dłuższy czas? Sesja, rekrutacja na doktorat, opka na konkursy, książki. Teraz będzie nieco luzu, wiec napiszę wam porządną, ładną notkę, przygotowującą do finalizacji pracy.

niedziela, 31 maja 2015

literackie prawo-lewo, góra-dół



Przypominam założenia:
Dzika Książka powstanie w pół roku - po tym czasie będzie gotowym produktem wysłanym do wydawnictw. Pół roku wystarczy, by była na tyle dobra, że wydadzą ją w normalnym trybie.
Dzikus to fantastyka naukowa, klasyczna odmiana z postmodernistycznym smaczkiem. Stawia na wymiar etyczny. Jej akcja dzieje się w Krakowie, w odmienionym społeczeństwie przyszłości. Dodatkowe założenia, jakie przyszły z czasem, to poruszenie tematu eurosieroctwa. Wziął się z rozmowy z Romualdem Pawlakiem, który uznał, że są tematy, o których nie można mówić za pomocą fantastyki - wskazał właśnie eurosieroctwo jako taką rzecz. "Bo po co?" Ponadto książka ma mieć lewacki wyraz - lewacki w rozumieniu literatury, a więc z filozoficznej wykładni. Dlaczego? Ponieważ jeden pan stwierdził, że porządna fantastyka naukowa, to prawa fantastyka naukowa. A ja chętnie robię wszystko na opak i tam, gdzie ktoś mówi, że się nie da, z maniakalnym uporem udowadniam, że jednak się da.
Trzeba dobrze zrozumieć prawo-lewo, zwłaszcza w okresie burzy politycznej. Nie chodzi tu o polityczne podziały prawicowo-lewicowe, jakie od razu przychodzą wam na myśl. Podział ma tutaj wymiar ontologiczny - odnosi się do przedstawienia bytu. Epistemologiczny także. W wielkim uproszczeniu ujmując: tam, gdzie byt jest niepewny, niedookreślony, gdzie poddana w wątpienie jest możliwość poznania, gdzie dominuje relatywizm - mamy lewo. Dyskutowaliśmy o słowach o prawicy wspomnianego pisarza na Fantastyce Polskiej i doszliśmy do wniosku, że tak należy jego słowa interpretować: trudno budować naukową fantastykę tam, gdzie nie ma naukowej pewności, dookreślenia, postawienia na poznanie. Nie uznaję jednak, że w ogóle niemożliwym jest zbudowanie porządnego utworu fantastycznonaukowego po lewacku. Nie wiem, na ile lewy charakter mi się uda - dopiero po spisaniu całej powieści sprawdzę, na ile udało mi się osiągnąć cel i co ewentualnie pozmieniać. Wydaje mi się jednak, że takie właśnie pisanie mam we krwi, ponieważ tak pojmuję świat - relatywnie, uznając niemożność absolutnego poznania, nieistnienie prawd obiektywnych, absolutnych itp.

W książce trudno będzie określić, co jest dobre - właściwie każda rzecz, każde zjawisko pozornie pozytywne w którymś momencie zacznie śmierdzieć zgnilizną. Postmodernistyczne wstawki zrobią swoje - pomieszają rzeczywistość ze snami, wspomnieniami, pragnieniami, zbudzą demony i będą domagać się Boga. Fabuła Dzikusa wzbudza we mnie silne emocje, opory, tęsknoty, w pewnych momentach zachwyt. Mam nadzieję, że zawrę te doznania w tekście i czytelnik będzie miał szansę je odebrać. Wkładam w książkę bardzo plastyczne postacie, jak to u mnie mocno uwikłane w siebie, w swoje winy, rodziny i wspomnienia. Nieustannie towarzyszy im pewne kluczowe dla książki zwierzę. Choć nieme, bez świadomych emocji, prawdopodobnie samo wywoła największe emocje.

Dobra, podejmijmy jeszcze jeden, mam nadzieję przydatny temat.

Zmora doświadczenia

Jestem przekonana, że mieliście z tym styczność wszyscy, chyba, że macie naście lat. Pracodawca wymaga od nas doświadczenia, ale my zaraz po szkole tego doświadczenia nie posiadamy. Dlatego jesteśmy mniej atrakcyjnymi pracownikami. To błędne koło - nie zdobędziemy doświadczenia, jeśli nikt nie da nam ku temu okazji. W dobie kryzysu na rynku książki nie inaczej jest z debiutantami i ich szansami na druk. A jednak zaistniały jakieś wydawnictwa, które inwestują w debiutantów. Mimo to jest trudno i dlatego właśnie spisuję dla was te przeróżne rzeczy na blogu. Próbuję wrzucać tu wszystko, co wiem lub wydaje mi się, że uatrakcyjni waszą propozycję wydawniczą, ulepszy wasz warsztat, a przede wszystkim uświadomi o pewnych istotnych kwestiach. 
Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Każdy zaczynał. Wielu zaczynało w konkursach, w czasopismach, co otworzyło im drogę do wydawnictw. Mieli co wpisać w literackie CV, zrobili warsztat i przebili się swoimi wyszlifowanymi pomysłami przez mur, który oddziela od zaistnienia. Zbieranie doświadczenia, podejmowanie wyzwań w konkursach, rozeznanie w fandomie, rozpoznawalność czy to przez publikowane krótkie formy, artykuły lub działalność na blogu, a nawet merytoryczne wypowiedzi na forach i fejsie - wszystko dziś buduje wasz wizerunek. Jeśli chcecie zostać pisarzami, powinniście się w to zaangażować. Oczywiście dobra propozycja wydawnicza obroni się sama, nawet jeśli nie wychodzicie od pięćdziesięciu lat z piwnicy i nikt nie wie o waszym istnieniu. Ale wydawnictwo to interes. Sądzisz, że w dzisiejszych czasach chętniej zainwestuje w rozpoznawalnego, otwartego człowieka z jakimś dorobkiem czy w dzikusa, który stroni od świata? Oczywiście, dziwność i nieuchwytność też jest w cenie - sęk w tym, by swoje cechy zamienić w coś atrakcyjnego i wpompować to nie tylko w fabułę książki, ale i jej otoczkę.

Jeśli chcesz być pisarzem, musisz się nim stać. Możesz mieć predyspozycje, ale się nim nie rodzisz. Pisarzem czynią przede wszystkim utwory, utwory jakościowo dobre. Niemniej uważam za użyteczną pewną teorię. Mówi o tym, że na daną osobę można się wykreować. Jeśli wykreujesz swój wizerunek na pisarza, ułatwi ci to istnienie w świecie literatury. Kreacja nie może być jednak pusta - opiera się na fundamentach z docenianych utworów. Nie wystarczy uważać się za kogoś, trzeba jeszcze mieć czym to udowodnić. Jeśli cię ganią za twoje teksty, jeżeli mówią ci, że musisz się uczyć, to zepnij pośladki, gęba na kłódkę, nie kłóć się, nie pogrążaj, tylko ćwicz. Póki twoja kreacja jest pusta - stanowi śmieszny twór, który nigdy nie zostanie potraktowany poważnie, jeśli nie zapełnisz go jakościowo dobrą pracą. Widzę w sieci setki zapatrzonych w siebie grafomanów, którym się wydaje, że są Tolkienem lub Lemem. Albo co gorsza, uważają się za geniuszy, a nawet nic nie wiedzą o geniuszach swoich ulubionych gatunków. Pokora, otwarta chęć uczenia się i podejmowanie nieustannych prób - to klucz do tego, by cię doceniono. Nawet, jeśli wciąż i wciąż nie będzie ci się udawać wybić, przynajmniej doceni się twoją wytrwałość i brak samouwielbienia domniemanym geniuszem.

Pozdrawiam i wracam do pracy.

czwartek, 21 maja 2015

galop

Sto tysięcy znaków. Rozwaliłam miasto, złamałam ludziom życie. Oczywiście w książce. To i tak nic w porównaniu do pierwszego mojego tekstu tego roku, który bierze udział w konkursie na NF z szansą na druk. Tam rozwaliłam kontynenty. Wbijaj i rejestruj się tutaj, świetne konkursy czekają na twoje teksty! 
Nie ograniczaj się, niszcz i twórz na wielką lub małą skalę, bylebyś widział to oczami wyobraźni. Nie bój się sprawdzać map i zdobywać informacji w książkach i Internecie. Jedyne, co cię ogranicza, to twoja wyobraźnia, więc stale ją poszerzaj - łap wiedzę o świecie, czytaj cudze teksty, oglądaj, graj, nawiedzaj eventy, zażywaj kultury. Popatrz na świat do góry nogami, zajrzyj pod oślizgły kamień, weź udział w konkursie. Gimnastykuj umysł, a będzie o wiele bardziej płodny, fabuła zda się, że zawiązuje i rozwija się sama.

Nie mogę się w żaden sposób zatrzymać, w głowie biegną mi fabuły trzech książek i trzech opowiadań. Niestety, wymyśliłam trzecią książkę, która w ogóle nie chce zaczekać do czasu ukończenia dwóch pozostałych powieści, do tego sesji na studiach i wyborów prezydenckich. Dlatego nie mam w tym tygodniu nawet chwili, by obdarzyć was mądrą, twórczą refleksją i merytorycznymi poradami. Spróbuję jednak odesłać do kogoś, kto poświęcił swoją uwagę na sprawy dla nas ważne. Trwa konkurs na książkę fantastyczną. Paweł Pollak przejrzał zasady i umowę. Jego analiza przyda wam się, kiedy już zaczniecie mieć do czynienia z odpowiedziami na swoją propozycję wydawniczą. Klikaj śmiało tutaj.



czwartek, 7 maja 2015

Zmora tysięcy

Pięćdziesiąt tysięcy znaków przepisanej Dzikiej Książki. 

Dobór wydawnictw

Dobór wydawnictw do swojej propozycji jest jednym z kluczowych elementów. Musisz przekopać całą sieć, nie tylko weryfikatorium. Znaleźć każde w miarę atrakcyjne wydawnictwo wydające w normalnym trybie. Przy selekcjonowaniu sprawdź:
1. Profil - co wydają i jakich propozycji oczekują
2. Status - przyjmują debiuty czy nie
3. Opinie - jak wypowiadają się o nim osoby współpracujące
4. Czas oczekiwania na odpowiedź
5. WYMOGI - jeśli potrzebują streszczenia, opracowania, opisu, informacji o tobie, stwórz doskonałe dokumenty spełniające te wymogi.

Maile i wszelkie załączone pliki (łącznie z książką, oczywiste), musisz napisać bezbłędną polszczyzną. Pisz co chcesz, czasem na twoją korzyść idzie urzędowy ton, a czasem to, że jesteś niezłym wariatem. Trzymaj się jednak tematu, bądź grzeczny, elokwentny i zachowuj pokorę.

Czego nie pisz

Wzoruję się na..
Próbowałem/jeśli nie wyjdzie, chcę spróbować z self/vanity... - Jeśli próbowałeś, nie ma się czym chwalić. Stało się, trudno, porzuć temat. Jeżeli rozważasz taką opcję, zachowaj to dla siebie i przemyśl sto razy. Nie będę ci mówić, jak masz żyć, ale na pewno podkreślę, że takie zamiary nie są postrzegane jako pozytywne.
Elaboraty w stylu: Interesuję się, mam aspiracje, wasze wydawnictwo wygląda na... - człowieku, nikogo to nie obchodzi. Dane o sobie przedstaw w formie podobnej do CV. Najlepiej, jak będziesz miał niezły dorobek do streszczenia, ale jeśli nie masz, nie naciągaj, nie zmyślaj i nie ględź. 
Proszę o podanie czasu odpowiedzi - daj żyć tym ludziom! Jak nie napisali na stronie, to najwidoczniej wolą się nie określać lub mieszczą się w standardach.
Tekst jest przed korektą... - Wybacz, ale NA **** WYSYŁASZ NIEDOPRACOWANY TEKST?

Jeśli jednak masz merytoryczne pytania, nie bój się wydawnictwa. Możesz zapytać np. o:
preferowany gatunek
plan wydawniczy
wymogi co do formatu tekstu
i tym podobne rzeczy, dzięki którym jak najlepiej spełnisz oczekiwania.
Nie zadawaj pytań, na które odpowiedziano na stronie wydawnictwa. Sprawdź witrynę dokładnie.

Teksty

Opowiadania trudno wydać. Podejrzewam, że szansę mają spójne, dobrze opracowane tomiki.
Niezbyt obszerne powiastki mogą być za krótkie i odrzucone.
Wielkie tomiszcze powinny mieć plan, opracowanie i jak najlepszą korektę, żeby komuś w ogóle chciało się przeczytać choć 10 stron.
Redaktor może oczekiwać od ciebie całkowitej przebudowy tekstu lub drobnych poprawek. Musisz wypracować z nim kompromis - oboje macie się czuć usatysfakcjonowani. Jeśli posiadasz mniejsze doświadczenie od redaktora, zaufaj mu. Nie rób jednak wszystkiego tak, jak mówi, jeśli to ci się nie podoba. 

Minęły prawie dwa miesiące. Piętnastego maja mam zamiar posiadać ponad 100 tysięcy znaków Dzikiej Książki na komputerze. Jest treściwa, zbita, a akcja wartka (na moje oko). Żeby spełnić swoje wymogi, muszę zrobić tylko jedno - PRZESTAĆ CHRZANIĆ I WRACAĆ DO ROBOTY.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Tytuł, budowa, mięso

Po morderczych dwóch tygodniach, podczas których łącznie wyprodukowałam około stu tysięcy znaków ośmiu różnych tekstów, mogę wrócić do udzielania mniej lub bardziej cennych, dzikich porad. 
Przepisanego na komputer Dzikusa mam tyle:

Plus zabazgrane jakieś dwadzieścia stron zeszytu. 

A ty? Co zapisałeś przez ostatnie dwa tygodnie?

(Tutaj była połajanka, ale kij z nią)

Konkrety.

Tytuł
Niejedno istnieje zdanie i pogląd na ten temat. Pewnym jest, że tytuł powinien zaciekawić i zachęcić. Niektórzy straszą nim i intrygują (albo zdaje im się, że straszą i intrygują...)
Wilki w ścianach, Grób z niespodzianką 

inni szokują lub bawią (albo śmieszą, co mało ma wspólnego z ubawem)
Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki 

inni idą klasycznym stylem 
wszelkie Nawiedzone domy, Potargane wzgórza, Królestwa, Zimy, Władcy itd.

są tacy, co czepiają się znienawidzonego przeze mnie stylu niepasujących zestawień 
Jasny mrok, Ciemność płonie, Czarna biel

Niektórzy z namaszczeniem (lub zwykłą prostotą) dają imię, miejscowość, przedmiot bądź określenie w tytuł, co stanowi klasykę klasyki - antyczny Fedon, Państwo czy Metafizyka mówią same za siebie. 

Bywają tytuły fenomenalne. Uważam za takie np.: Pannę Nikt, Krytykę czystego rozumu, Czas pogardy, Siewcę Wiatru, Wygnanie i królestwo czy Przekleństwa niewinności. Ot, są jak doskonała przyprawa do potrawy. Oczywiście, to moje subiektywne doznania, nie musicie się z tym zgadzać.


Jeśli od razu cię nie olśniło, po prostu dokładnie, wielokrotnie się nad tym zastanów. Daj się zainspirować własnej fabule albo czemuś przypadkowemu - kadrowi filmu, tekstowi piosenki, kilku słowom obcego człowieka. To powinno być coś niczym brakujący, najważniejszy puzzel. I może leżeć na ulicy. Nigdy go nie widziałeś, ale biorąc go do ręki przyjdzie do ciebie przekonanie, że to właśnie on.
Jeśli nie przychodzi, ostatnią deską ratunku jest wydawnictwo. Nie pchaj tytułu na siłę w propozycję wydawniczą, skoro nie jesteś przekonany, jaki ma być. Redaktor czy wydawca powinien ci pomóc, chociaż brak tytułu jest źle widziany. Pamiętaj też, że tytuł w każdej chwili procesu wydawniczego można zmienić - i twój wypieszczony, doskonały wybór może zostać zanegowany przez wydawcę.

Budowa utworu


Teoretycznie nie powinieneś mieć nadmiaru narratorów. Przynajmniej jako debiutant; wydawca nie pójdzie w wielowątkową historię czy w multiwersum w ciemno. Różne punkty widzenia są świetne i uwielbiam je (do przesady...), ale ich nadmiar wprowadza chaos. Jeden narrator jest bezpieczny, ale według mnie, okropnie nudny. Moim zdaniem pojedynczy nadaje się do opowiadania, ale nie do książki. Chociaż przez chwilę powinno się ukazać fabułę z odmiennego punktu widzenia. Wiem - to łatwe, jeśli bohaterów oddzielają odległości i wraz ze zmianą akcji trzeba zmienić narratora. Gorzej, jeśli fabuła jest jednolita i trzyma się jednej postaci. Ale można to spokojnie wykonać.
(dopisek po latach - drugą książkę "zasrałam" narratorami i uważam, że mi się to udało; sami ocenicie, jak wyjdzie druga pozycja po "Openminderze")

Nie oddzielaj czytelnika od fabuły. Nie strasz odbiorcy na pierwszych stronach. Zaprzyjaźnij go z bohaterami i światem, a potem dawkuj niezbędne informacje (na fakt ten zwróciła mi szczególną uwagę Olga Sienkiewicz).

Nadmiar przerywników fabuły i ozdobników jest niewskazany. 

Nie ukwiecaj przesadnie języka

Kwestia wulgarności

Potrzeba tu wyczucia, inwencji twórczej. Rzucanie ku*wami w co drugim zdaniu to nuda. Jeśli chcesz, by twoi bohaterowie przeklinali (a jest to w cenie), powinni kląć barwnie i w odpowiednich momentach.

Tyle na teraz. Muszę nadrobić pisanie Dzikusa. Owocnych trudów.

środa, 15 kwietnia 2015

Niemy tydzień

Bardzo mi zależy, żeby zdążyć na pewien konkurs, więc w tym tygodniu nie dam rady napisać merytorycznej, pomocnej notki. Odeślę was jednak w kilka miejsc, z którymi powinniście być zaprzyjaźnieni.

Weryfikatorium (bo tam jest wszystko)
strona Nowej Fantastyki  (tutaj znajdziecie coś więcej, niż wszystko)
Polska Fantastyka (grupa na fcb, musicie mieć twardą rzyć)
Czytamy polskich autorów (grupa na fcb, tutaj jest miło, ale też prowadzi się batalie z grafomaństwem)

We wszystkich czterech miejscach spotkacie pisarzy, recenzentów, krytyków, literaturoznawców i miłośników książek. No i grafomanów.


Dzikus zyskał dwa nowe punkty do założeń. Wynikły z: 
1. Kultowych Rozmów z Panem Ziemkiewiczem i filozoficznych dywagacji o prawicy oraz lewicy fantastycznej (wywołanych moim postem na Polskiej Fantastyce)
2. Mojej wymiany zdań z Romualdem Pawlakiem, dotyczącej tego, czy istnieją tematy, których nie da się opowiedzieć za pomocą fantastyki.
Zdradzę wam te założenia innym razem. Jak widzicie, obecność we wspominanych miejscach może być nauką, pomocą, ale i zmorą. A przede wszystkim to skupiska ludzi, którzy żyją literaturą (choć niektórzy chyba zapominają, że do egzystowania niezbędny jest tlen, nie papier).