wtorek, 23 czerwca 2015

tik tak tik tak

Jestem! Żyję!

Co z Dziką Książką?
Sto pięćdziesiąt tysięcy znaków, z tego dziewięćdziesiąt tysięcy poddane pierwszym korektom. Jestem niemal pewna, że skończę w połowie lipca, a więc w terminie. Potem jeszcze dwa miesiące na szlif. Mam już niemal całą listę wydawnictw, mój najwspanialszy grafik robi mi ilustracje, morduję się nad nazwami, powiązaniami, spełnianiem punktów założeń. 



Dzikus niepokojąco się rozbudowuje, można by jeszcze poprowadzić sto wątków - ale twardo trzymam się zamknięcia w początkowym konspekcie, głównej linii wyznaczonej od początku. Pomysły rozdrabniania się trzeba mocno przefiltrować. Jak zgubisz motyw przewodni albo za bardzo od niego odejdziesz, możesz położyć całą fabułę.

Skąd brak notek przez dłuższy czas? Sesja, rekrutacja na doktorat, opka na konkursy, książki. Teraz będzie nieco luzu, wiec napiszę wam porządną, ładną notkę, przygotowującą do finalizacji pracy.

niedziela, 31 maja 2015

literackie prawo-lewo, góra-dół



Przypominam założenia:
Dzika Książka powstanie w pół roku - po tym czasie będzie gotowym produktem wysłanym do wydawnictw. Pół roku wystarczy, by była na tyle dobra, że wydadzą ją w normalnym trybie.
Dzikus to fantastyka naukowa, klasyczna odmiana z postmodernistycznym smaczkiem. Stawia na wymiar etyczny. Jej akcja dzieje się w Krakowie, w odmienionym społeczeństwie przyszłości. Dodatkowe założenia, jakie przyszły z czasem, to poruszenie tematu eurosieroctwa. Wziął się z rozmowy z Romualdem Pawlakiem, który uznał, że są tematy, o których nie można mówić za pomocą fantastyki - wskazał właśnie eurosieroctwo jako taką rzecz. "Bo po co?" Ponadto książka ma mieć lewacki wyraz - lewacki w rozumieniu literatury, a więc z filozoficznej wykładni. Dlaczego? Ponieważ jeden pan stwierdził, że porządna fantastyka naukowa, to prawa fantastyka naukowa. A ja chętnie robię wszystko na opak i tam, gdzie ktoś mówi, że się nie da, z maniakalnym uporem udowadniam, że jednak się da.
Trzeba dobrze zrozumieć prawo-lewo, zwłaszcza w okresie burzy politycznej. Nie chodzi tu o polityczne podziały prawicowo-lewicowe, jakie od razu przychodzą wam na myśl. Podział ma tutaj wymiar ontologiczny - odnosi się do przedstawienia bytu. Epistemologiczny także. W wielkim uproszczeniu ujmując: tam, gdzie byt jest niepewny, niedookreślony, gdzie poddana w wątpienie jest możliwość poznania, gdzie dominuje relatywizm - mamy lewo. Dyskutowaliśmy o słowach o prawicy wspomnianego pisarza na Fantastyce Polskiej i doszliśmy do wniosku, że tak należy jego słowa interpretować: trudno budować naukową fantastykę tam, gdzie nie ma naukowej pewności, dookreślenia, postawienia na poznanie. Nie uznaję jednak, że w ogóle niemożliwym jest zbudowanie porządnego utworu fantastycznonaukowego po lewacku. Nie wiem, na ile lewy charakter mi się uda - dopiero po spisaniu całej powieści sprawdzę, na ile udało mi się osiągnąć cel i co ewentualnie pozmieniać. Wydaje mi się jednak, że takie właśnie pisanie mam we krwi, ponieważ tak pojmuję świat - relatywnie, uznając niemożność absolutnego poznania, nieistnienie prawd obiektywnych, absolutnych itp.

W książce trudno będzie określić, co jest dobre - właściwie każda rzecz, każde zjawisko pozornie pozytywne w którymś momencie zacznie śmierdzieć zgnilizną. Postmodernistyczne wstawki zrobią swoje - pomieszają rzeczywistość ze snami, wspomnieniami, pragnieniami, zbudzą demony i będą domagać się Boga. Fabuła Dzikusa wzbudza we mnie silne emocje, opory, tęsknoty, w pewnych momentach zachwyt. Mam nadzieję, że zawrę te doznania w tekście i czytelnik będzie miał szansę je odebrać. Wkładam w książkę bardzo plastyczne postacie, jak to u mnie mocno uwikłane w siebie, w swoje winy, rodziny i wspomnienia. Nieustannie towarzyszy im pewne kluczowe dla książki zwierzę. Choć nieme, bez świadomych emocji, prawdopodobnie samo wywoła największe emocje.

Dobra, podejmijmy jeszcze jeden, mam nadzieję przydatny temat.

Zmora doświadczenia

Jestem przekonana, że mieliście z tym styczność wszyscy, chyba, że macie naście lat. Pracodawca wymaga od nas doświadczenia, ale my zaraz po szkole tego doświadczenia nie posiadamy. Dlatego jesteśmy mniej atrakcyjnymi pracownikami. To błędne koło - nie zdobędziemy doświadczenia, jeśli nikt nie da nam ku temu okazji. W dobie kryzysu na rynku książki nie inaczej jest z debiutantami i ich szansami na druk. A jednak zaistniały jakieś wydawnictwa, które inwestują w debiutantów. Mimo to jest trudno i dlatego właśnie spisuję dla was te przeróżne rzeczy na blogu. Próbuję wrzucać tu wszystko, co wiem lub wydaje mi się, że uatrakcyjni waszą propozycję wydawniczą, ulepszy wasz warsztat, a przede wszystkim uświadomi o pewnych istotnych kwestiach. 
Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Każdy zaczynał. Wielu zaczynało w konkursach, w czasopismach, co otworzyło im drogę do wydawnictw. Mieli co wpisać w literackie CV, zrobili warsztat i przebili się swoimi wyszlifowanymi pomysłami przez mur, który oddziela od zaistnienia. Zbieranie doświadczenia, podejmowanie wyzwań w konkursach, rozeznanie w fandomie, rozpoznawalność czy to przez publikowane krótkie formy, artykuły lub działalność na blogu, a nawet merytoryczne wypowiedzi na forach i fejsie - wszystko dziś buduje wasz wizerunek. Jeśli chcecie zostać pisarzami, powinniście się w to zaangażować. Oczywiście dobra propozycja wydawnicza obroni się sama, nawet jeśli nie wychodzicie od pięćdziesięciu lat z piwnicy i nikt nie wie o waszym istnieniu. Ale wydawnictwo to interes. Sądzisz, że w dzisiejszych czasach chętniej zainwestuje w rozpoznawalnego, otwartego człowieka z jakimś dorobkiem czy w dzikusa, który stroni od świata? Oczywiście, dziwność i nieuchwytność też jest w cenie - sęk w tym, by swoje cechy zamienić w coś atrakcyjnego i wpompować to nie tylko w fabułę książki, ale i jej otoczkę.

Jeśli chcesz być pisarzem, musisz się nim stać. Możesz mieć predyspozycje, ale się nim nie rodzisz. Pisarzem czynią przede wszystkim utwory, utwory jakościowo dobre. Niemniej uważam za użyteczną pewną teorię. Mówi o tym, że na daną osobę można się wykreować. Jeśli wykreujesz swój wizerunek na pisarza, ułatwi ci to istnienie w świecie literatury. Kreacja nie może być jednak pusta - opiera się na fundamentach z docenianych utworów. Nie wystarczy uważać się za kogoś, trzeba jeszcze mieć czym to udowodnić. Jeśli cię ganią za twoje teksty, jeżeli mówią ci, że musisz się uczyć, to zepnij pośladki, gęba na kłódkę, nie kłóć się, nie pogrążaj, tylko ćwicz. Póki twoja kreacja jest pusta - stanowi śmieszny twór, który nigdy nie zostanie potraktowany poważnie, jeśli nie zapełnisz go jakościowo dobrą pracą. Widzę w sieci setki zapatrzonych w siebie grafomanów, którym się wydaje, że są Tolkienem lub Lemem. Albo co gorsza, uważają się za geniuszy, a nawet nic nie wiedzą o geniuszach swoich ulubionych gatunków. Pokora, otwarta chęć uczenia się i podejmowanie nieustannych prób - to klucz do tego, by cię doceniono. Nawet, jeśli wciąż i wciąż nie będzie ci się udawać wybić, przynajmniej doceni się twoją wytrwałość i brak samouwielbienia domniemanym geniuszem.

Pozdrawiam i wracam do pracy.

czwartek, 21 maja 2015

galop

Sto tysięcy znaków. Rozwaliłam miasto, złamałam ludziom życie. Oczywiście w książce. To i tak nic w porównaniu do pierwszego mojego tekstu tego roku, który bierze udział w konkursie na NF z szansą na druk. Tam rozwaliłam kontynenty. Wbijaj i rejestruj się tutaj, świetne konkursy czekają na twoje teksty! 
Nie ograniczaj się, niszcz i twórz na wielką lub małą skalę, bylebyś widział to oczami wyobraźni. Nie bój się sprawdzać map i zdobywać informacji w książkach i Internecie. Jedyne, co cię ogranicza, to twoja wyobraźnia, więc stale ją poszerzaj - łap wiedzę o świecie, czytaj cudze teksty, oglądaj, graj, nawiedzaj eventy, zażywaj kultury. Popatrz na świat do góry nogami, zajrzyj pod oślizgły kamień, weź udział w konkursie. Gimnastykuj umysł, a będzie o wiele bardziej płodny, fabuła zda się, że zawiązuje i rozwija się sama.

Nie mogę się w żaden sposób zatrzymać, w głowie biegną mi fabuły trzech książek i trzech opowiadań. Niestety, wymyśliłam trzecią książkę, która w ogóle nie chce zaczekać do czasu ukończenia dwóch pozostałych powieści, do tego sesji na studiach i wyborów prezydenckich. Dlatego nie mam w tym tygodniu nawet chwili, by obdarzyć was mądrą, twórczą refleksją i merytorycznymi poradami. Spróbuję jednak odesłać do kogoś, kto poświęcił swoją uwagę na sprawy dla nas ważne. Trwa konkurs na książkę fantastyczną. Paweł Pollak przejrzał zasady i umowę. Jego analiza przyda wam się, kiedy już zaczniecie mieć do czynienia z odpowiedziami na swoją propozycję wydawniczą. Klikaj śmiało tutaj.



czwartek, 7 maja 2015

Zmora tysięcy

Pięćdziesiąt tysięcy znaków przepisanej Dzikiej Książki. 

Dobór wydawnictw

Dobór wydawnictw do swojej propozycji jest jednym z kluczowych elementów. Musisz przekopać całą sieć, nie tylko weryfikatorium. Znaleźć każde w miarę atrakcyjne wydawnictwo wydające w normalnym trybie. Przy selekcjonowaniu sprawdź:
1. Profil - co wydają i jakich propozycji oczekują
2. Status - przyjmują debiuty czy nie
3. Opinie - jak wypowiadają się o nim osoby współpracujące
4. Czas oczekiwania na odpowiedź
5. WYMOGI - jeśli potrzebują streszczenia, opracowania, opisu, informacji o tobie, stwórz doskonałe dokumenty spełniające te wymogi.

Maile i wszelkie załączone pliki (łącznie z książką, oczywiste), musisz napisać bezbłędną polszczyzną. Pisz co chcesz, czasem na twoją korzyść idzie urzędowy ton, a czasem to, że jesteś niezłym wariatem. Trzymaj się jednak tematu, bądź grzeczny, elokwentny i zachowuj pokorę.

Czego nie pisz

Wzoruję się na..
Próbowałem/jeśli nie wyjdzie, chcę spróbować z self/vanity... - Jeśli próbowałeś, nie ma się czym chwalić. Stało się, trudno, porzuć temat. Jeżeli rozważasz taką opcję, zachowaj to dla siebie i przemyśl sto razy. Nie będę ci mówić, jak masz żyć, ale na pewno podkreślę, że takie zamiary nie są postrzegane jako pozytywne.
Elaboraty w stylu: Interesuję się, mam aspiracje, wasze wydawnictwo wygląda na... - człowieku, nikogo to nie obchodzi. Dane o sobie przedstaw w formie podobnej do CV. Najlepiej, jak będziesz miał niezły dorobek do streszczenia, ale jeśli nie masz, nie naciągaj, nie zmyślaj i nie ględź. 
Proszę o podanie czasu odpowiedzi - daj żyć tym ludziom! Jak nie napisali na stronie, to najwidoczniej wolą się nie określać lub mieszczą się w standardach.
Tekst jest przed korektą... - Wybacz, ale NA **** WYSYŁASZ NIEDOPRACOWANY TEKST?

Jeśli jednak masz merytoryczne pytania, nie bój się wydawnictwa. Możesz zapytać np. o:
preferowany gatunek
plan wydawniczy
wymogi co do formatu tekstu
i tym podobne rzeczy, dzięki którym jak najlepiej spełnisz oczekiwania.
Nie zadawaj pytań, na które odpowiedziano na stronie wydawnictwa. Sprawdź witrynę dokładnie.

Teksty

Opowiadania trudno wydać. Podejrzewam, że szansę mają spójne, dobrze opracowane tomiki.
Niezbyt obszerne powiastki mogą być za krótkie i odrzucone.
Wielkie tomiszcze powinny mieć plan, opracowanie i jak najlepszą korektę, żeby komuś w ogóle chciało się przeczytać choć 10 stron.
Redaktor może oczekiwać od ciebie całkowitej przebudowy tekstu lub drobnych poprawek. Musisz wypracować z nim kompromis - oboje macie się czuć usatysfakcjonowani. Jeśli posiadasz mniejsze doświadczenie od redaktora, zaufaj mu. Nie rób jednak wszystkiego tak, jak mówi, jeśli to ci się nie podoba. 

Minęły prawie dwa miesiące. Piętnastego maja mam zamiar posiadać ponad 100 tysięcy znaków Dzikiej Książki na komputerze. Jest treściwa, zbita, a akcja wartka (na moje oko). Żeby spełnić swoje wymogi, muszę zrobić tylko jedno - PRZESTAĆ CHRZANIĆ I WRACAĆ DO ROBOTY.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Tytuł, budowa, mięso

Po morderczych dwóch tygodniach, podczas których łącznie wyprodukowałam około stu tysięcy znaków ośmiu różnych tekstów, mogę wrócić do udzielania mniej lub bardziej cennych, dzikich porad. 
Przepisanego na komputer Dzikusa mam tyle:

Plus zabazgrane jakieś dwadzieścia stron zeszytu. 

A ty? Co zapisałeś przez ostatnie dwa tygodnie?

(Tutaj była połajanka, ale kij z nią)

Konkrety.

Tytuł
Niejedno istnieje zdanie i pogląd na ten temat. Pewnym jest, że tytuł powinien zaciekawić i zachęcić. Niektórzy straszą nim i intrygują (albo zdaje im się, że straszą i intrygują...)
Wilki w ścianach, Grób z niespodzianką 

inni szokują lub bawią (albo śmieszą, co mało ma wspólnego z ubawem)
Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki 

inni idą klasycznym stylem 
wszelkie Nawiedzone domy, Potargane wzgórza, Królestwa, Zimy, Władcy itd.

są tacy, co czepiają się znienawidzonego przeze mnie stylu niepasujących zestawień 
Jasny mrok, Ciemność płonie, Czarna biel

Niektórzy z namaszczeniem (lub zwykłą prostotą) dają imię, miejscowość, przedmiot bądź określenie w tytuł, co stanowi klasykę klasyki - antyczny Fedon, Państwo czy Metafizyka mówią same za siebie. 

Bywają tytuły fenomenalne. Uważam za takie np.: Pannę Nikt, Krytykę czystego rozumu, Czas pogardy, Siewcę Wiatru, Wygnanie i królestwo czy Przekleństwa niewinności. Ot, są jak doskonała przyprawa do potrawy. Oczywiście, to moje subiektywne doznania, nie musicie się z tym zgadzać.


Jeśli od razu cię nie olśniło, po prostu dokładnie, wielokrotnie się nad tym zastanów. Daj się zainspirować własnej fabule albo czemuś przypadkowemu - kadrowi filmu, tekstowi piosenki, kilku słowom obcego człowieka. To powinno być coś niczym brakujący, najważniejszy puzzel. I może leżeć na ulicy. Nigdy go nie widziałeś, ale biorąc go do ręki przyjdzie do ciebie przekonanie, że to właśnie on.
Jeśli nie przychodzi, ostatnią deską ratunku jest wydawnictwo. Nie pchaj tytułu na siłę w propozycję wydawniczą, skoro nie jesteś przekonany, jaki ma być. Redaktor czy wydawca powinien ci pomóc, chociaż brak tytułu jest źle widziany. Pamiętaj też, że tytuł w każdej chwili procesu wydawniczego można zmienić - i twój wypieszczony, doskonały wybór może zostać zanegowany przez wydawcę.

Budowa utworu


Teoretycznie nie powinieneś mieć nadmiaru narratorów. Przynajmniej jako debiutant; wydawca nie pójdzie w wielowątkową historię czy w multiwersum w ciemno. Różne punkty widzenia są świetne i uwielbiam je (do przesady...), ale ich nadmiar wprowadza chaos. Jeden narrator jest bezpieczny, ale według mnie, okropnie nudny. Moim zdaniem pojedynczy nadaje się do opowiadania, ale nie do książki. Chociaż przez chwilę powinno się ukazać fabułę z odmiennego punktu widzenia. Wiem - to łatwe, jeśli bohaterów oddzielają odległości i wraz ze zmianą akcji trzeba zmienić narratora. Gorzej, jeśli fabuła jest jednolita i trzyma się jednej postaci. Ale można to spokojnie wykonać.
(dopisek po latach - drugą książkę "zasrałam" narratorami i uważam, że mi się to udało; sami ocenicie, jak wyjdzie druga pozycja po "Openminderze")

Nie oddzielaj czytelnika od fabuły. Nie strasz odbiorcy na pierwszych stronach. Zaprzyjaźnij go z bohaterami i światem, a potem dawkuj niezbędne informacje (na fakt ten zwróciła mi szczególną uwagę Olga Sienkiewicz).

Nadmiar przerywników fabuły i ozdobników jest niewskazany. 

Nie ukwiecaj przesadnie języka

Kwestia wulgarności

Potrzeba tu wyczucia, inwencji twórczej. Rzucanie ku*wami w co drugim zdaniu to nuda. Jeśli chcesz, by twoi bohaterowie przeklinali (a jest to w cenie), powinni kląć barwnie i w odpowiednich momentach.

Tyle na teraz. Muszę nadrobić pisanie Dzikusa. Owocnych trudów.

środa, 15 kwietnia 2015

Niemy tydzień

Bardzo mi zależy, żeby zdążyć na pewien konkurs, więc w tym tygodniu nie dam rady napisać merytorycznej, pomocnej notki. Odeślę was jednak w kilka miejsc, z którymi powinniście być zaprzyjaźnieni.

Weryfikatorium (bo tam jest wszystko)
strona Nowej Fantastyki  (tutaj znajdziecie coś więcej, niż wszystko)
Polska Fantastyka (grupa na fcb, musicie mieć twardą rzyć)
Czytamy polskich autorów (grupa na fcb, tutaj jest miło, ale też prowadzi się batalie z grafomaństwem)

We wszystkich czterech miejscach spotkacie pisarzy, recenzentów, krytyków, literaturoznawców i miłośników książek. No i grafomanów.


Dzikus zyskał dwa nowe punkty do założeń. Wynikły z: 
1. Kultowych Rozmów z Panem Ziemkiewiczem i filozoficznych dywagacji o prawicy oraz lewicy fantastycznej (wywołanych moim postem na Polskiej Fantastyce)
2. Mojej wymiany zdań z Romualdem Pawlakiem, dotyczącej tego, czy istnieją tematy, których nie da się opowiedzieć za pomocą fantastyki.
Zdradzę wam te założenia innym razem. Jak widzicie, obecność we wspominanych miejscach może być nauką, pomocą, ale i zmorą. A przede wszystkim to skupiska ludzi, którzy żyją literaturą (choć niektórzy chyba zapominają, że do egzystowania niezbędny jest tlen, nie papier).

środa, 8 kwietnia 2015

Naprawić świat książką

Achtung, Achtung! Jeśli jesteś tu pierwszy raz, zacznij od pierwszej notki.



Mój promotor, filozof, prof. Tadeusz Gadacz stwierdził, że żyjemy w kłamstwie totalnym. Dlaczego wspominam o tym w projekcie Dzikiej Książki? Zaraz wam wytłumaczę.

Wyobraźmy sobie kobietę w dość typowej sytuacji zachodniego świata. Wyobraźmy sobie, że ja jestem taką kobietą. To dobre ćwiczenie odnośnie pisania. Opowiem wam, co ja, taka przykładowa kobieta Zachodu, właśnie robię. Siedzę na dużym łóżku, obok mnie śpi najedzony, rozpieszczony kot. Patrzę w duże tv, gdzie leci jakiś amerykański film o księżniczce. Pod tv stoi konsola i walają się porozrzucane gry, w które przegrałam setki godzin. Na stole leży spory aparat i cieniutki telefon. Mam przed sobą laptop, wokół mnie książki. Odpalony fejs piszczy powiadomieniami. Na stoliku przy łóżku stoi brandy, leży paczka prezerwatyw. Trudno mi przypomnieć sobie dwa wieczory z rzędu, żebym czegoś nie wypiła. Nie mówię o chlaniu na umór, po prostu kieliszek wina, drink. Za mną, na ścianie wisi zdjęcie Nowego Jorku. Pod szafą poustawiane w nieładzie pary butów. Mam tyle ubrań, że nigdy nie mogę w nich nic znaleźć. Jem czekoladę i czekam na świąteczny obiad.
Jestem kobietą świata kłamstw. Znieczulacze, uprzyjemniacze czasu, zajmowacze walają się wokół mnie, udając jakiś sens, coś istotnego, jakąś stosowną formę życia. Otaczają mnie produkty wyzysku. W tej chwili na Ziemi kogoś gwałcą, mordują, jakąś dziewczynkę obrzezają, ktoś odwala niewolniczą pracę i uczestniczy w potwornej wojnie. Gdzieś tam są ludzie tacy sami jak ja, tkwiący w samym środku piekła. A ja jestem nic nie warta. Siedzę w swoim dobrobycie, w bezpiecznej iluzji światka wolności i praw. Unikam oglądania wiadomości, ale jeśli jednak dojdzie do mnie jakaś potworność - cieszę się, że to nie ja. I pytam: cóż ja mogę zrobić?
Zostawmy hipotetyczną kobietę Zachodu. Wróćmy do mnie. Jestem kobietą Zachodu z gratisami, z gadżetami, które wyrosły mi z głowy i tworzą pokraczną grzywę. Albo poskręcane poroże. Cierpię na nadmiar empatii, uparcie dążę do celów i umiem pisać. To jak trzy wielkie, naostrzone kosiory. Ale o wiele lepsze od jakiejkolwiek fizycznej broni.


Od dnia jej wymyślenia, Dzika Książka ma nieść przesłanie. Z przesłaniem trzeba być ostrożnym - ukłuć odbiorcę w oczy, ale nie strzelać mu w łeb. Odbiorca nie ma zwinąć się w kulkę z cudzego cierpienia. Przesłanie powinno się otworzyć przed odbiorcą, wielkie, smutne i przerażające lub radosne, pełne natchnienia i kolorów - ale odbiorca musi pozostać na tę chwilę bezpieczny. W SF straszysz lub zachwycasz możliwymi wizjami przyszłości. Nie w sposób pusty i widowiskowy - zmuszasz do przemyśleń, do rozrachunku ze światem. Książka to jedna z nielicznych rzeczy, która może wedrzeć się do intymności ludzkiej. Choćby człowiek nie wychodził z domu, nie miał telewizora, nie obchodził go cudzy los, bo jest zbyt dramatyczny, a życie jedno - książka może być piorunem, który go porazi, zada przez ułamek sekundy mękę lub rozkosz i odpuści. Ale wrażenie i wspomnienie pozostaną. Odmienią coś w ludzkiej duszy. Na pewno potrafisz przypomnieć sobie jakiś tytuł, który zmienił twoje życie na zawsze. Czyż nie chciałbyś, żeby na takiej pozycji widniało twoje imię i nazwisko?

Moje motto jest takie, że jeśli już coś robić, to dla wzniosłego celu. Nie musisz mieć takiego samego, ale ono przewodzi Dzikiej Książce. Robić coś dużego, nie bać się śmieszności, że to niemodne, że się nie podoła, że na co to komu. Możesz sobie zrobić książkowe show w stylu Celebrity Splash i oszpecić świat swoim bezprzesłaniowym zapełniaczem czasu, odwracaczem uwagi. Możesz napisać coś, na co ludzie będą chcieli przysięgać, bo tak ich poruszy. Albo coś pomiędzy.


Dzikus idzie do przodu. Używam narracji trzecioosobowej, choć jej nie znoszę. Czemu w takim razie się nią posługuje? Żeby przekraczać własne ograniczenia. Opowiadam o chłopaku i dziewczynie w zupełnie nowym, przedziwnym społeczeństwie Polski. Nie będzie tam żadnego romansu. O wiele silniejsze emocje i traumy ich złączą. W dobie konfliktu Wschód-Zachód tych dwoje opowie historię rozpadu i próby naprawienia świata. Będą nowoczesne machiny wojenne, zgliszcza, zbrodnia, niezmazywalne piętna. I wieloznaczne zakończenie, najważniejsze sceny urwane w pół. Czytelnik będzie musiał sam sobie dopowiedzieć, co się wydarzyło. Zobaczyć, na jakim poziomie jest jego własna moralność. Co sam uczyniłby bohaterom.
Tak, może z tego wyjść niezła książka. Podoba mi się tytuł, choć prawdopodobnie zmienię go na prostszy, krótszy. O doborze tytułu i podobnych technikaliach będzie kolejna notka.