czwartek, 23 kwietnia 2015

Tytuł, budowa, mięso

Po morderczych dwóch tygodniach, podczas których łącznie wyprodukowałam około stu tysięcy znaków ośmiu różnych tekstów, mogę wrócić do udzielania mniej lub bardziej cennych, dzikich porad. 
Przepisanego na komputer Dzikusa mam tyle:

Plus zabazgrane jakieś dwadzieścia stron zeszytu. 

A ty? Co zapisałeś przez ostatnie dwa tygodnie?

(Tutaj była połajanka, ale kij z nią)

Konkrety.

Tytuł
Niejedno istnieje zdanie i pogląd na ten temat. Pewnym jest, że tytuł powinien zaciekawić i zachęcić. Niektórzy straszą nim i intrygują (albo zdaje im się, że straszą i intrygują...)
Wilki w ścianach, Grób z niespodzianką 

inni szokują lub bawią (albo śmieszą, co mało ma wspólnego z ubawem)
Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki 

inni idą klasycznym stylem 
wszelkie Nawiedzone domy, Potargane wzgórza, Królestwa, Zimy, Władcy itd.

są tacy, co czepiają się znienawidzonego przeze mnie stylu niepasujących zestawień 
Jasny mrok, Ciemność płonie, Czarna biel

Niektórzy z namaszczeniem (lub zwykłą prostotą) dają imię, miejscowość, przedmiot bądź określenie w tytuł, co stanowi klasykę klasyki - antyczny Fedon, Państwo czy Metafizyka mówią same za siebie. 

Bywają tytuły fenomenalne. Uważam za takie np.: Pannę Nikt, Krytykę czystego rozumu, Czas pogardy, Siewcę Wiatru, Wygnanie i królestwo czy Przekleństwa niewinności. Ot, są jak doskonała przyprawa do potrawy. Oczywiście, to moje subiektywne doznania, nie musicie się z tym zgadzać.


Jeśli od razu cię nie olśniło, po prostu dokładnie, wielokrotnie się nad tym zastanów. Daj się zainspirować własnej fabule albo czemuś przypadkowemu - kadrowi filmu, tekstowi piosenki, kilku słowom obcego człowieka. To powinno być coś niczym brakujący, najważniejszy puzzel. I może leżeć na ulicy. Nigdy go nie widziałeś, ale biorąc go do ręki przyjdzie do ciebie przekonanie, że to właśnie on.
Jeśli nie przychodzi, ostatnią deską ratunku jest wydawnictwo. Nie pchaj tytułu na siłę w propozycję wydawniczą, skoro nie jesteś przekonany, jaki ma być. Redaktor czy wydawca powinien ci pomóc, chociaż brak tytułu jest źle widziany. Pamiętaj też, że tytuł w każdej chwili procesu wydawniczego można zmienić - i twój wypieszczony, doskonały wybór może zostać zanegowany przez wydawcę.

Budowa utworu


Teoretycznie nie powinieneś mieć nadmiaru narratorów. Przynajmniej jako debiutant; wydawca nie pójdzie w wielowątkową historię czy w multiwersum w ciemno. Różne punkty widzenia są świetne i uwielbiam je (do przesady...), ale ich nadmiar wprowadza chaos. Jeden narrator jest bezpieczny, ale według mnie, okropnie nudny. Moim zdaniem pojedynczy nadaje się do opowiadania, ale nie do książki. Chociaż przez chwilę powinno się ukazać fabułę z odmiennego punktu widzenia. Wiem - to łatwe, jeśli bohaterów oddzielają odległości i wraz ze zmianą akcji trzeba zmienić narratora. Gorzej, jeśli fabuła jest jednolita i trzyma się jednej postaci. Ale można to spokojnie wykonać.
(dopisek po latach - drugą książkę "zasrałam" narratorami i uważam, że mi się to udało; sami ocenicie, jak wyjdzie druga pozycja po "Openminderze")

Nie oddzielaj czytelnika od fabuły. Nie strasz odbiorcy na pierwszych stronach. Zaprzyjaźnij go z bohaterami i światem, a potem dawkuj niezbędne informacje (na fakt ten zwróciła mi szczególną uwagę Olga Sienkiewicz).

Nadmiar przerywników fabuły i ozdobników jest niewskazany. 

Nie ukwiecaj przesadnie języka

Kwestia wulgarności

Potrzeba tu wyczucia, inwencji twórczej. Rzucanie ku*wami w co drugim zdaniu to nuda. Jeśli chcesz, by twoi bohaterowie przeklinali (a jest to w cenie), powinni kląć barwnie i w odpowiednich momentach.

Tyle na teraz. Muszę nadrobić pisanie Dzikusa. Owocnych trudów.

środa, 15 kwietnia 2015

Niemy tydzień

Bardzo mi zależy, żeby zdążyć na pewien konkurs, więc w tym tygodniu nie dam rady napisać merytorycznej, pomocnej notki. Odeślę was jednak w kilka miejsc, z którymi powinniście być zaprzyjaźnieni.

Weryfikatorium (bo tam jest wszystko)
strona Nowej Fantastyki  (tutaj znajdziecie coś więcej, niż wszystko)
Polska Fantastyka (grupa na fcb, musicie mieć twardą rzyć)
Czytamy polskich autorów (grupa na fcb, tutaj jest miło, ale też prowadzi się batalie z grafomaństwem)

We wszystkich czterech miejscach spotkacie pisarzy, recenzentów, krytyków, literaturoznawców i miłośników książek. No i grafomanów.


Dzikus zyskał dwa nowe punkty do założeń. Wynikły z: 
1. Kultowych Rozmów z Panem Ziemkiewiczem i filozoficznych dywagacji o prawicy oraz lewicy fantastycznej (wywołanych moim postem na Polskiej Fantastyce)
2. Mojej wymiany zdań z Romualdem Pawlakiem, dotyczącej tego, czy istnieją tematy, których nie da się opowiedzieć za pomocą fantastyki.
Zdradzę wam te założenia innym razem. Jak widzicie, obecność we wspominanych miejscach może być nauką, pomocą, ale i zmorą. A przede wszystkim to skupiska ludzi, którzy żyją literaturą (choć niektórzy chyba zapominają, że do egzystowania niezbędny jest tlen, nie papier).

środa, 8 kwietnia 2015

Naprawić świat książką

Achtung, Achtung! Jeśli jesteś tu pierwszy raz, zacznij od pierwszej notki.



Mój promotor, filozof, prof. Tadeusz Gadacz stwierdził, że żyjemy w kłamstwie totalnym. Dlaczego wspominam o tym w projekcie Dzikiej Książki? Zaraz wam wytłumaczę.

Wyobraźmy sobie kobietę w dość typowej sytuacji zachodniego świata. Wyobraźmy sobie, że ja jestem taką kobietą. To dobre ćwiczenie odnośnie pisania. Opowiem wam, co ja, taka przykładowa kobieta Zachodu, właśnie robię. Siedzę na dużym łóżku, obok mnie śpi najedzony, rozpieszczony kot. Patrzę w duże tv, gdzie leci jakiś amerykański film o księżniczce. Pod tv stoi konsola i walają się porozrzucane gry, w które przegrałam setki godzin. Na stole leży spory aparat i cieniutki telefon. Mam przed sobą laptop, wokół mnie książki. Odpalony fejs piszczy powiadomieniami. Na stoliku przy łóżku stoi brandy, leży paczka prezerwatyw. Trudno mi przypomnieć sobie dwa wieczory z rzędu, żebym czegoś nie wypiła. Nie mówię o chlaniu na umór, po prostu kieliszek wina, drink. Za mną, na ścianie wisi zdjęcie Nowego Jorku. Pod szafą poustawiane w nieładzie pary butów. Mam tyle ubrań, że nigdy nie mogę w nich nic znaleźć. Jem czekoladę i czekam na świąteczny obiad.
Jestem kobietą świata kłamstw. Znieczulacze, uprzyjemniacze czasu, zajmowacze walają się wokół mnie, udając jakiś sens, coś istotnego, jakąś stosowną formę życia. Otaczają mnie produkty wyzysku. W tej chwili na Ziemi kogoś gwałcą, mordują, jakąś dziewczynkę obrzezają, ktoś odwala niewolniczą pracę i uczestniczy w potwornej wojnie. Gdzieś tam są ludzie tacy sami jak ja, tkwiący w samym środku piekła. A ja jestem nic nie warta. Siedzę w swoim dobrobycie, w bezpiecznej iluzji światka wolności i praw. Unikam oglądania wiadomości, ale jeśli jednak dojdzie do mnie jakaś potworność - cieszę się, że to nie ja. I pytam: cóż ja mogę zrobić?
Zostawmy hipotetyczną kobietę Zachodu. Wróćmy do mnie. Jestem kobietą Zachodu z gratisami, z gadżetami, które wyrosły mi z głowy i tworzą pokraczną grzywę. Albo poskręcane poroże. Cierpię na nadmiar empatii, uparcie dążę do celów i umiem pisać. To jak trzy wielkie, naostrzone kosiory. Ale o wiele lepsze od jakiejkolwiek fizycznej broni.


Od dnia jej wymyślenia, Dzika Książka ma nieść przesłanie. Z przesłaniem trzeba być ostrożnym - ukłuć odbiorcę w oczy, ale nie strzelać mu w łeb. Odbiorca nie ma zwinąć się w kulkę z cudzego cierpienia. Przesłanie powinno się otworzyć przed odbiorcą, wielkie, smutne i przerażające lub radosne, pełne natchnienia i kolorów - ale odbiorca musi pozostać na tę chwilę bezpieczny. W SF straszysz lub zachwycasz możliwymi wizjami przyszłości. Nie w sposób pusty i widowiskowy - zmuszasz do przemyśleń, do rozrachunku ze światem. Książka to jedna z nielicznych rzeczy, która może wedrzeć się do intymności ludzkiej. Choćby człowiek nie wychodził z domu, nie miał telewizora, nie obchodził go cudzy los, bo jest zbyt dramatyczny, a życie jedno - książka może być piorunem, który go porazi, zada przez ułamek sekundy mękę lub rozkosz i odpuści. Ale wrażenie i wspomnienie pozostaną. Odmienią coś w ludzkiej duszy. Na pewno potrafisz przypomnieć sobie jakiś tytuł, który zmienił twoje życie na zawsze. Czyż nie chciałbyś, żeby na takiej pozycji widniało twoje imię i nazwisko?

Moje motto jest takie, że jeśli już coś robić, to dla wzniosłego celu. Nie musisz mieć takiego samego, ale ono przewodzi Dzikiej Książce. Robić coś dużego, nie bać się śmieszności, że to niemodne, że się nie podoła, że na co to komu. Możesz sobie zrobić książkowe show w stylu Celebrity Splash i oszpecić świat swoim bezprzesłaniowym zapełniaczem czasu, odwracaczem uwagi. Możesz napisać coś, na co ludzie będą chcieli przysięgać, bo tak ich poruszy. Albo coś pomiędzy.


Dzikus idzie do przodu. Używam narracji trzecioosobowej, choć jej nie znoszę. Czemu w takim razie się nią posługuje? Żeby przekraczać własne ograniczenia. Opowiadam o chłopaku i dziewczynie w zupełnie nowym, przedziwnym społeczeństwie Polski. Nie będzie tam żadnego romansu. O wiele silniejsze emocje i traumy ich złączą. W dobie konfliktu Wschód-Zachód tych dwoje opowie historię rozpadu i próby naprawienia świata. Będą nowoczesne machiny wojenne, zgliszcza, zbrodnia, niezmazywalne piętna. I wieloznaczne zakończenie, najważniejsze sceny urwane w pół. Czytelnik będzie musiał sam sobie dopowiedzieć, co się wydarzyło. Zobaczyć, na jakim poziomie jest jego własna moralność. Co sam uczyniłby bohaterom.
Tak, może z tego wyjść niezła książka. Podoba mi się tytuł, choć prawdopodobnie zmienię go na prostszy, krótszy. O doborze tytułu i podobnych technikaliach będzie kolejna notka.

środa, 1 kwietnia 2015

O cnotach i wartościach, które zaprowadzą Cię na szczyt

Hej ho, let's go. 

Musimy wałkować technikalia. Czy ktoś chcący skakać na nartach może wykonywać wybiócze ćwiczenia w byle jakim miejscu, na jakichkolwiek kijkach przypiętych do nóg? Ano nie. A ponieważ jestem z wykształcenia filozofem, zadaję podstawowe pytania techniczne. Takie, nad którymi często się nie zastanawiamy. Najistotniejsze pytanie dotyczy statusu, do jakiego aspirują wszyscy śledzący Eksperyment. 

Kim jest pisarz?
Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Niektórzy nazwą pisarzem nawet takiego, kto skrobie coś do szuflady. Inni wypowiadają się o profesji pisarskiej z czcią i nabożnością, nadając status pisarza jedynie elicie (a elita to dla każdego inne grono). Nie przewałkujemy wszystkich punktów widzenia, szkoda czasu. Skupimy się na moim. Starałam się oprzeć go na solidnym argumencie.
Pisarz w naszym kraju to ktoś, kto może przynależeć do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Wymogi? Sprawdźcie na stronie. Ogólnikowo nazwijmy je kilkoma większymi publikacjami uznanymi za wartościowe.
Magiczne słowo. Wartościowe.
Dla każdego co innego ma wartość, ale dobrze wiemy, jakie są te uniwersalne. Zawsze znajdą się w naszych kodeksach, nawet pod przykrywką czegoś innego. Nie będę się rozwodzić nad tym, co może być wartościowe. Jaka książka zostanie uznana za takową. To wasz ciężar. Skupię się na czymś innym - nośnikach wartości. Spróbujmy określić kilka kategorii fabularnych, które mogą skrywać wartości w książkach.

MORAŁ
Słowo-klucz bajdurzeń, przypowieści, ale i wielu książek, zarówno sprzed wieków, jak i współczesnych. Czym jest morał? To pouczająca puenta końcowa, jak przeczytamy w pierwszym lepszym wyniku szperania wyszukiwarką internetową, dzisiejszym guru. Z doświadczenia wiem, że morał stanowi najczęściej celebrację albo napiętnowanie jakiegoś zachowania, uczynku, ustroju. Przekazanie uniwersalistycznych prawd. Wniesienie w cudze życie prawidła, które pozwoli być bardziej. Moralnym, dobrym, kochającym, prawym. I rozpoznać niegodziwość, zło.

ŚWIAT
W książkach fantastycznych znajdziemy nowe światy, nawet olbrzymie uniwersa. Ponadto w całej literaturze odkryć możemy mnóstwo niesamowitych, oryginalnych odsłon rzeczywistości, w której żyjemy. Na świat składa się jego budowa, historia, mitologia, społeczeństwo, fauna i flora, zasady, ustroje. Świat można np. podzielić, przedstawić w nim przeciwstawne obozy, mordować i niszczyć, by coś pokazać, udowodnić, przerazić, pojednać. Do tego jest jednak potrzebny...

BOHATER
Najważniejszy element opowieści. Możesz sobie snuć niesamowite wizje z punktu widzenia wszechwiedzącego narratora, ale to na nic, jeśli nie znajdzie się w nich bohater. Wbrew pozorom postacie nie muszą być wyraziste. Spójrzcie na bohaterów, których tworzył Lem: na pierwszy rzut oka nijakich, zwyczajnych, często tchórzliwych czy bezmyślnych. A jednak autor Solarisa pozostaje legendą i wzorem w fantastyce. Jego bohaterowie są ponadczasowi. Dlaczego? Podejrzewam, że ich autentyzm, podobieństwo z szarym czytelnikiem to doskonały zabieg do ukazania naszych przywar, zachowań, sposobu myślenia.
Tworzę bardzo wyrazistych bohaterów. Czasem przerysowanych. Obarczam ich najróżniejszym piętnem. Oni zawsze się z czymś zmagają, czegoś żałują, pragną rzeczy, których nie mogą otrzymać. Niezależnie od tego, jaką postać powołujesz do istnienia w swojej opowieści, to ona jest podstawowym nośnikiem wartości, przewodnikiem przez treść, elementem, z którym czytelnik może się zaprzyjaźnić lub jaki z całego serca znienawidzi.

HISTORIA
Opowieść zawsze jest o czymś. Oczywiście da się godzinami mówić o niczym, ale pisanie o niczym to bezwartościowa, odpychająca czynność.

Co cenimy sobie w historii, jaką opowiadają nam książki i filmy? 
1. Elementy zaskoczenia - przyjmuję, że nikt nie lubi od początku wiedzieć, jak wszystko się skończy. Popatrzcie na taki zabieg, jak wyrżnięcie Starków przez Martina.

Brutalny zwrot akcji to doskonała rzecz w czytelniczym świecie.
2. Nieszablonowość, czyli elementy innowacyjne. Nie powielaj, to bełkot, że niczego nowego nie da się już napisać. 
3. Wielowątkowość - główny wątek to istota książki. Nadmiar wątków jest przytłaczający. Ale wypośrodkowanie tego stworzy wielopłaszczyznową, klarowną opowieść.
4. Zmysłowość - chodzi mi o pobudzanie skojarzeń zmysłowych. Nie tylko wzroku, ale węchu, słuchu, dotyku, smaku, nawet równowagi. Możesz też uderzać w najprostsze instynkty, opisując nagość, seks. Da się zrobić to tak, że człowiek będzie miał ciary. Ale uważaj, by poruszanie sfer intymnych nie wyszło śmiesznie.
Dalej nie chce mi się wymieniać. Notka będzie za długa, a chciałam poruszyć w niej jeszcze jeden temat.

Cnoty pisarza

1. Mądrość
Cnota to piękne określenie wywodzące się ze starożytności. Oznacza szlachetną cechę. W Grecji najwyższą cnotą była mądrość. Filozofia to umiłowanie mądrości. O mądrość trzeba nieustannie zabiegać i dbać. Według mnie pisarz, tak samo jak filozof, powinien miłować mądrość. Nie odrzucać jej tylko dlatego, że plują na nią czasy współczesne. Niekoniecznie chodzi o to, z czego śmiał się Faulkner odnośnie Hemingwaya - że jeszcze żadna z jego powieści nie odesłała czytelnika do słownika. Nie musisz używać wzniosłych słów akademickich, wylewać hermafrodyty myślowe ze swojej immanencji. Wystarczy, że przemycasz mądrość. Wiem, że dzisiaj mądrość to wzgardzona cnota, bo świat zachodni lansuje użyteczność i przedefiniowaną wolność. Ale książka to NIEZMIENNIE oręż niosący mądrość i wartości. Rozrywka jest tylko dodatkiem. Pamiętaj o tym. Mądrość musi stać się twoją cnotą, jeśli chcesz zostać pisarzem. 

2. Cierpliwość
To arcyważna i pożądana cnota w pisarskiej profesji. Jak skończysz coś tworzyć, to jesteś cały napalony, rozpalony i co tylko. I najchętniej już jutro zobaczyłbyś swój tekst w druku. Ale jak spojrzysz na niego za jakiś czas, znajdziesz mnóstwo rzeczy do poprawek. Jeśli w dodatku zobaczy go ktoś jeszcze, wytknie ci to, czego sam nie jesteś w stanie dostrzec.

Ponadto, cierpliwość jest twoją jedyną bronią wobec wydawnictw. Odpowiedzieć mogą ci nawet dopiero po roku. Albo nigdy. W tym czasie powinieneś pieścić książkę, by wychwytywać własne błędy i pisać nowe opowieści, co ważne - lepsze. Lepsze w sensie technicznym. Kolejne razy przychodzą łatwiej. Im więcej umiesz, im więcej w życiu napisałeś, tym ładniej i zgrabniej idzie ci tworzenie nowych tekstów. 

3. Pokora
Do mojej świętej trójcy cnót dochodzi pokora. Pamiętaj, że konstruktywna krytyka to najlepszy prezent świata. Że zawsze jest ktoś, kto więcej wie, więcej widział i jego doświadczenie przewyższa twoje. Uznaj go za autorytet i przeliczaj każdą jego radę na tonę złota. Ale nie uginaj się przed każdym, nie dawaj posłuchu krzykaczom i trollom. Nie pozwól się uwikłać w idiotyczne dysputy. Nie obrażaj się też o to, że komuś twoja opowieść zwyczajnie się nie podoba. Nie zaniżaj poziomu, nie przekręcaj wszystkiego, nie porzucaj swojego stylu, ale ucz się pokornie techniki i sposobów dotarcia do czytelnika.

4. Odwaga
Kto nie walczy, nie zwycięża. Proste i jasne od wieków. Musisz próbować, co wiąże się z porażkami i popełnianiem błędów. Wierz mi, jestem przekonana, że wielu z twoich ulubionych pisarzy napisał coś, czego się wstydzi lub po latach uznaje za szmirę. Że zrobił coś za szybko albo bez przemyślenia. Pomyłki cię nie skreślają. Określa cię twoja odwaga. Najważniejszą osobą, która popędza cię do pracy, uczy, inspiruje, promuje jesteś ty sam. Nie bój się. Pisać, poruszać tematów tabu, mieć swoje zdanie, próbować się przebić. Kto boi się skoczyć, ten nie lata.


Kolejne porady korektorskie:
Jeśli rzadko używasz jakiegoś słowa, sprawdź je, wpisując w Google razem z frazą "odmiana przez przypadki". Częsty błąd, jaki widziałam ostatnio, to odmiana słowa "pan". 
Nie namnażaj "i" w zdaniu.
Zwiększ częstotliwość występowania akapitów w tekście.
Sprawdzaj, kiedy piszemy słowo z wielkiej, a kiedy z małej litery (np. Słońce).
Nie urozmaicaj na siłę określeń kolorów - nadmiar karmazynowych szat, szmaragdowych wód to WYMIOTNY KOSZMAR.
Nie bój się bohaterów o tych samych imionach, jeśli tworzysz wiele postaci. Jeden Mietek na cały tekst to nierzeczywista sprawa.
Pamiętaj o BEZBŁĘDNEJ ortografii. 
Pozbądź się powtórzeń, wpisując w Google dany wyraz i "synonim".

PS. Podawane przykłady i poruszane kwestie są wybiórcze, nie wyczerpują tematów.

Mam dwa rozdziały Dzikusa. Męczę się potwornie, ale dawno już przestałam przejmować się czymś takim, jak umysłowe udręczenie własnymi pomysłami. Też męczy cię pisanie? Nie celebrujemy tutaj słabości, raczej nietzscheański model człowieka, który przekracza ("nadczłowiek" to złe tłumaczenie). Przekrocz się.

wtorek, 24 marca 2015

Jak zacząć pisać

Mówi się, że najpierw powinni cię wydrukować. Publikacje opowiadań przed książką mają dać ci zezwolenie na pisanie. Potwierdzenie, że jesteś zdolny stworzyć coś wartościowego. To bardzo dobre założenie. 
Eksperyment Dzika Książka nie uznaje go tak restrykcyjnie, jak byłoby najrozsądniej. Nie ma tu miejsca na kalkulacje, czy już zdobyliśmy przyzwolenie na ambitne pisanie. Niemniej zasadę opowiadania przed książką jak najbardziej popieram. To właśnie tworzenie i publikowanie opowiadań skłoniło mnie do eksperymentu Dzikiej Książki. Poczułam się na tyle mocna i utwierdzona w swoich zdolnościach, by go przeprowadzić.
Jeśli publikowałeś gdzieś swoje teksty, w druku lub w Internecie i nie dostałeś druzgocącego ochrzanu - jest nieźle. Praktyka uczy najlepiej. Dlatego jeśli dotąd nic nie opublikowałeś - zrób to w trakcie pisania książki. Będziesz mógł od razu poprawić w niej to, co wytkną ci w jakimś mniejszym, udostępnionym publicznie tekście.
Gdzie publikować? Na stronie NF, w grupach na fejsie, na forach, biorąc udział w konkursach. Napisz do mnie, podam ci namiary na kilka miejsc, gdzie dostaniesz merytoryczne uwagi do tekstu.

A teraz konkrety. Jak zacząć pisać książkę?



Podkreślam: nie mam uniwersalnych porad. Po pięćdziesięciu dobrze sprzedających się książkach może mogłabym uchodzić za guru porad pisarskich. Napiszę ci tyle, ile wiem na etapie, na którym się znajduję.

Przede wszystkim pisz o czymś, co zawiera elementy dobrze ci znane. Coś, na czym się znasz, co widziałeś. Nie ma nic gorszego i zabawniejszego, niż opisy bitew spłodzone przez kogoś, kto o wojaczce nie ma pojęcia. Jeśli koniecznie chcesz pisać o rzeczach, na których mało się znasz - poznaj się. Nawet, jeśli tworzysz pozycję fantastyczną, masz wytyczne, których musisz być świadomy. Nie możesz rzucać zaklęciami bez konsekwencji. Nie ma szans, żeby działała innowacyjna maszyna, której podstawowe elementy konstrukcyjne są pochrzanione. Literatura fantastyczna to fikcja, ale fikcja logiczna.

Skoro tworzę pozycję fantastyczno-naukową, wybieram sobie drogę zgodną z gatunkiem. Idę klasycznie i socjologicznie - akcja osadzona w przyszłości, innowacje technologiczne, nowe społeczeństwo. Jestem etykiem i zależy mi na wymiarze etycznym, bardzo istotnym w klasycznym SF. Dlatego moi bohaterowie zostaną uwikłani w dylematy moralne. Mało tego, czytelnik sam będzie musiał ustosunkować się do przedstawionego świata pod względem dobra i zła, zastanowić nad własną moralnością. Sądzę, że pomoże mi postmodernizm.

Dobra, powoli. Najpierw trzeba mieć świat.

Możesz zacząć pisać na kilka sposobów:
1. Wymyślić postać i osadzić ją w jakiejś sytuacji (od szczegółu do ogółu).
2. Wymyślić sytuację (lub odtworzyć realne wydarzenie), z której wyłonią się postaci (od szczegółu do ogółu).
3. Określić ramy czasowe i strukturę świata (od ogółu do szczegółu). Ja tak zaczęłam.

Patrząc pod innym kątem:
4. Skonstruować całą fabułę w ogólnym koncepcie. Ja tak zaczęłam.
5. Zbudować jedną sytuację/postać bez określonej całości i płynąć z nimi dalej, w nieznane. Ogólna koncepcja może wyłonić się z czasem, jak ląd na horyzoncie.
6. Napisać opowiadanie, a więc krótki utwór, które później będziesz rozwijał w tekst na setki tysięcy znaków.

To tylko przykłady. Można to zrobić na sto sposobów, tak jak na sto sposobów da się uprawiać seks. A przecież nie sposób jest istotą. W pisaniu istotę stanowi PISANIE. Próbuj, to nie musi od razu być spójne czy ładne. Na początku nikt nie czuje się pewny ani w łóżku, ani w konstruowaniu konceptów fabularnych.

Ważne
Nie powielaj cudzych motywów. Możesz się nimi inspirować i je przekształcać, ale nie pisz tak, jak twój Mistrz. Nie próbuj też być oryginalny na siłę, przerysowując lub udziwniając treść. Możesz pisać o czymś zwyczajnym, ale nadaj tekstowi styl sprawiający, że zwykła historia zmieni się w opowieść, którą czytelnik będzie łykał jak młody pelikan. 


Twoja opowieść musi mieć smak, który zachęci. Ma być paczką cukierków - różnorodnych, ale tworzących razem całość. Niech każdy zachęca do tego, żeby wziąć następny. Powinny przemycać jakieś witaminy (np. impuls do przemyśleń etycznych), ale nie muszą. Gorzka pastylka bez dobroczynnych właściwości też znajdzie amatorów, jeśli ma TO COŚ. To trochę jak z papierosem albo narkotykiem. Czymże jest to coś

MITYCZNE TO COŚ

Jeśli jakieś określenie jest mityczne i owiane legendą, zawsze podchodź do niego sceptycznie i krytycznie. Czy istnieje TO COŚ? Tak, jak najbardziej. Ale sama nazwa już wskazuje na jakieś eteryczne, mistyczne, bliżej nieokreślone, dostępne dla nie wiadomo kogo ani jak... coś. Według mnie, chodzi o KOMPLETNĄ PRYWATĘ.
Każdy człowiek jest inny. Każdy postrzega świat inaczej, ma inne doświadczenia, odmienne poglądy. To coś jest kotłem pełnym ciebie samego. Masz tego cały cholerny kocioł. Bierz pióro i zrób z siebie atrament. Wszystko na czym się znasz, co widziałeś, twoje wspomnienia, smutki i radości. Rzeczy, które zauważyłeś u innych, których się wstydzisz, których ci nie wybaczono. WSZYSTKO to sprawia, że jesteś niepowtarzalną jednostką. Czerpiąc z tego, twoja książka będzie oryginalna.

Parę podstaw korektorskich:

IŻ nie jest zamiennikiem ŻE. 
Nie nadużywaj BYĆ. Możesz zamienić ten czasownik np. na stanowi.
Nie twórz potwornie długich zdań wielokrotnie złożonych. Zrób z nich kilka mniejszych.
Unikaj powtórzeń. 
Zminimalizuj występowanie słowa JEDNAK.
Unikaj zaimkozy.

Poprawnie zapisuj dialogi.
- To najgorszy dialog, jaki widziałam w życiu - powiedziała Magdalena.
- To najbardziej denny przykład, jaki można wymyślić. - Podeszła do ściany i uderzyła w nią głową.
CZYLI
Jeśli kontynuujesz zdanie po wypowiedzi bohatera, stawiasz kropkę dopiero po jego skończeniu - Bla, bla, bla - powiedziała, szepnęła, wykrzyczała, posmutniała KROPKA. Czerwony wpis to JEDNO ZDANIE.
Jeśli po wypowiedzi bohater podejmuje czynność nie związaną bezpośrednio z tym, co mówi - mamy DWA ZDANIA - zielone i niebieskie.


Jeszcze jedna, ważna rzecz na początku: INSPIRACJA

Ma status mistyczny i mityczny, ale to konkretna, łatwo osiągalna sprawa. Inspiruje cię wszystko. Uczucie, gdy na kark spływa gorąca woda. Jedzenie. Kot skaczący po polu za myszą. Książka, film, gra. Wykład, czyjeś słowa, piosenka, audycja w radiu. Wspomnienie, marzenie, ambicja. Trauma, szczęście, seks, historia miłosna, przerażenie, wypadek, fuks. Wycieczka, pobyt w szpitalu, wydarzenie historyczne, przegląd informacyjny. Sny. Wszystko, co przynosi doznania, wiedzę, doświadczenie, rozrywkę, ukojenie, stres. Śmierć. Życie całościowo, jeden dzień, ktoś realny lub fikcyjny. Inspiracja jest wszędzie, leży na ulicy, tkwi wetknięta w strony gazet i książek, pływa w twojej kawie. Jak mam ci to jaśniej wyłożyć?
Skąd wzięłam inspirację do Dzikusa? Z książki Huntingtona. Z anime lat osiemdziesiątych, gdzieś je ostatnio ponownie obejrzałam. Z obsesyjnie mielonego tematu krzywdy słabszych, który nie daje mi spokoju w etyce. Ze spacerów po Krakowie. Z tęsknoty za studiami filozoficznymi, od których mam właśnie chwilową przerwę. Z opowiadania napisanego ostatnio na konkurs na stronie NF. Z postmodernistycznej powieści, którą maltretowałam jako nastolatka. Inspiracja to chyba najłatwiejsza rzecz. Weź swój jeden, drobny pomysł i włącz tryb nieustannie aktywnej inspiracji, a powstanie fabuła.


PS. Rozmawiałam z kimś o pomyśle, zarysowałam mu całą fabułę Dzikusa. Spisałam konstrukt. Idea stała się bardziej realna, plastyczna, konkretna. Ogłosiłam wszem i wobec, że stworzę tę książkę w pół roku. Spisuj pomysły, mów o nich. Jeśli ubierzesz je w słowa, nadasz im istnienie. Wydobądź je ze swojej głowy. DALEJ, DO DZIEŁA.

środa, 18 marca 2015

Rozpoczęcie eksperymentu

Wyłożę konkrety.

Po pierwsze: 
Mdli mnie od niekończących się dyskusji w środowisku literackim i w kręgu fandomu, które mają za zadanie wykazać, kto jest bardziej (uzdolniony, natchniony, zapracowany, upoważniony do pouczania innych, cwańszy), kto ma większe prawo (zabierać głos, mieć zdanie, nazywać się pisarzem, pisać, żyć), kto potrafi (klecić zdania, czytać, myśleć, cokolwiek). Czasem przypomina to targowisko pełne starych przekup, innym razem koryto, przy którym siedzi sfora samozwańczych arystokratów i niemal każdy z nich utrzymuje, że jego kupa nie śmierdzi. Nieustannie toczą się nieśmiertelne spory: Kto jest pisarzem? Jak nim zostać? Jak napisać książkę? Jak pisać? Kiedy pisać? Gdzie publikować? Gdzie sobie wsadzić swoje wypociny, bo i tak nic z nas nie będzie? Najwięcej krzyczą ci, co nic nie wydali, nic ciekawego nie napisali, za to uchodzą (przeważnie tylko w swoich oczach) za wielkich krytyków literackich. Najmniej lub po prostu ostrożnie wypowiadają się twórcy z niezaprzeczalnym dorobkiem i aspiranci o wielkich zasobach pokory. Być może po prostu wolą robić swoje. Ze mnie dopiero zalążek pisarki, amatorka z małym doświadczeniem, ale też wolę robić swoje. Mam jedno życie. Tyle, że posiadam też okropną, empatyczną potrzebę, żeby pomagać, prowokować, zaczepiać i inspirować. Stąd miejsce, w którym właśnie się znajdujesz.

Po drugie: 
Mam dość idiotycznych gadek o wielkich, skrytych w umysłach szarych obywateli pisarzach, którzy nie mogą wydostać się no wolność. Przykłady:
Też piszę książkę. Może kiedyś wydam. 
Mam pomysł, ale nie potrafię się za to zabrać.
Jakbym chciał, też bym napisał.

Po trzecie: 
Mam dość głupich stereotypów, którymi leniwe bądź niezdolne marudy zapełniają przestrzeń. Przykłady:
1. Jeśli chcesz napisać książkę, wykręć korki, odetnij Internet albo wyjedź do samotni.
2. Na pisanie książki trzeba mieć czas. A ja mam trójkę dzieci/pracę/szkołę/inną wymówkę, wstaw swoją własną.
3. Nie mam natchnienia. 
4. Pisarzem trzeba się urodzić/Pisarzem może być każdy.


Po czwarte:
Cholera mnie bierze, jak słyszę, że w Polsce czegoś nie ma (pomijając wszelkie inne kwestie i dziedziny, w tej chwili mówię o literaturze). Nie ma postmodernizmu, nie ma science fiction, w ogóle nie ma fantastyki, każdy odtwarza zachodnie nurty, bla, bla, bla. Spróbuję dodać coś od siebie do fantastyki naukowej.
(Dopisek po kilku latach: we wstępie do "Openmindera" MC napisał, że jestem jedną z pierwszych pisarek w Polsce, które piszą w taki sposób).



CZYM JEST EKSPERYMENT DZIKIEJ KSIĄŻKI?

Założenie jest proste. Napiszę książkę SF w trzy miesiące. W kolejne trzy poddam ją autokorekcie. Po pół roku wyślę ją do wydawnictw. Cel: Będzie tak dobra, że ją wydadzą. Nie ci od selfów, a wydawnictwo publikujące w normalnym trybie.

Skąd to się wzięło? 
Wracając wczoraj z uczelni postanowiłam napisać nową książkę. Od tak. W godzinę wymyśliłam tytuł i cały konstrukt fabularny. Przed pójściem spać spisałam pierwsze kilka stron. W międzyczasie obmyśliłam eksperyment Dzikiej Książki. Dzisiaj spisuję tekst, który właśnie czytasz. 

Po co tak, a nie inaczej? 
Nie mam czasu: robię czwarty kierunek (dziennie, jak wszystkie), zaraz idę na doktorat, piszę opowiadania na konkursy i projekty, skrobię drugą magisterkę, prowadzę dziesięć blogów. Mam dom do ogarnięcia, pieniądze do zarobienia, bliskich, którym poświęcam czas. Nowa książka jest mi w tej chwili tak potrzebna, jak oceanowi z Solarisa czyjekolwiek towarzystwo. 
Nie jestem specem od SF: zaczęłam czytać SF dopiero przy magisterce z Lema, którą już obroniłam. Czyli nieco ponad rok temu (jeśli kogoś interesuje tematyka problemów etycznych u Lema, moją magisterkę opublikowano na solaris.lem.pl). Wcześniej fantastyki naukowej nie rozumiałam i nie lubiłam (chodzi o klasyczne utwory literackie SF). Rozeznaję się jakkolwiek w jej założeniach od roku, jeszcze krócej czytam i oglądam wartościowe pozycje SF. Pierwsze opko umieszczone w realiach science fiction napisałam pół roku temu. Zajęło drugie miejsce w Świetlnym Piórze, niezły początek, ale to nadal ledwie oderwanie stopy od linii startu. Taki ze mnie spec od fantastyki naukowej, jak człowiek z Pinokia. Ale podobnie jak on - mam ambicję nim zostać.
Nie dumałam miesiącami/latami nad pomysłem: Ot, wymyśliłam fabułę w godzinę, bez olśnienia, na siłę, z kaprysu i niemal od razu zaczęłam spisywać.
Nie mam natchnienia: Cholera, coraz mniej pojmuję, co ludzie rozumieją przez tajemnicze określenie natchnienia/weny. Wymyślasz coś i piszesz. Tyle. Wyobraźnia, oczytanie, warsztat - tak, bez tego daleko nie zajdziesz. Ale natchnienie? Nie ma tajemniczego nurtu, który nagle cię porwie. Czuję czasem coś takiego, ale JA TO INICJUJĘ. 
Trzy miesiące na spisanie historii i trzy miesiące na szlif to BARDZO MAŁO: Wielu pisarzy w ogóle wyśmiałoby taki pomysł. Uważa się, że spojrzenie z szerszej perspektywy czasu na tekst jest bardzo potrzebne. Też tak uważam. Dla Dzikiej Książki minimalizuję jednak czas, jak tylko się da. To eksperyment, stwarzam wyzwanie, ryzyko, zabawę. Bo pisanie to nie jest śmiertelnie poważna sprawa.
Spróbuję zrobić z siebie wystarczającego przedwydawniczego korektora i redaktora: Jak? Bardzo dużo czytając, pisząc, ucząc się od innych z teorii i praktyki. Im więcej sam potrafisz, tym większy poziom możesz prezentować, tym bardziej polegasz na sobie. Ty ustalasz, jak wygląda książka - jeśli zrobisz to dobrze, nikt ci później nie rozwali konceptu. A przede wszystkim - ktoś to wyda, jeśli złączysz wszystkie elementy: pomysł, dryg, styl, warsztat, kompozycję, chwytliwość itp.

Podsumowanie: 
Mam jakieś przygotowanie. Sądzę, że każdy, kto poważnie aspiruje do pisania, świadomie nabywa takie przygotowanie. Ale pomysł jest dziki i wykonanie ma ścisłe ramy czasowe, które uniemożliwiają pastwienie się, perfekcyjny szlif, zasięgnięcie opinii, przemyślenie sprawy. To jest pójście na żywioł.

Co tydzień będę dodawać notkę opisującą przebieg tworzenia. Być może komuś to pomoże. Załączę rady co do pisowni, układu, kreowania postaci itd. Zawieszę działalność na innych blogach, żeby mieć czas udzielać się tutaj.


Oczywiście, eksperyment w każdym momencie może się nie udać. Ale ja dociągam sprawy do końca i jestem bardzo uparta, więc ma spore szanse powodzenia. Jeśli książka powstanie i nie zostanie wydana, przepiszę ją na maszynie i przygotuję wam darmowy plik ze skanami maszynopisu. Skąd pomysł? Jak byłam mała, lubiłam pisać na maszynie. Dobrze będzie mieć jakiś powód, żeby sobie postukać. Ponadto, na pewno ją opublikuję, zapewne odcinkami - na stronie NF, blogu, gdzie się da. Podsumowując: zapewniam, że jeśli nie zostanie wydana, w różnych odsłonach trafi do Internetu.


Może sam chcesz przyłączyć się do eksperymentu?

Odświeżyć stary pomysł albo coś wreszcie wymyślić? Zobaczmy, czy na dziko, bez lat psychicznych przygotowań do skoku, można napisać książkę. A może i zostać pisarzem. Ja pisarzem jeszcze nie jestem. Znajduję się, mam wielką nadzieję, na drodze ku temu. Jeśli chcę kroczyć tą drogą, muszę rozwijać zadatki. Jak? Pisaniem i udoskonalaniem całej otoczki, która nadaje pisaniu poziom.
Każdy, kto próbuje tworzyć, wierzy w swoje zadatki, więc do dzieła. Bo czemu nie? Nie mówię, żebyś też wyznaczył sobie pół roku. Postanów sobie pisać rok, dwa czy pięć, skoro brak ci pewności siebie. Ale ZRÓB TO.
Wiem, że to niewygodna sprawa, że nikt nie chce o tym czytać ani myśleć, ale nie jesteś nieśmiertelny ani nietykalny. A jeśli nigdy nie zdążysz czegoś zacząć/dokończyć, bo jutro coś się wydarzy? Nie ma powodu do paniki, ale musicie być przygotowani na najgorsze.
Nie ma co gdybać, kiedy można pisać. Wyskrobię Dziką Książkę, to na jakiś czas zaspokoję swoje żądze tworzenia. Nic mnie nie będzie prześladować, szturchać gdzieś od środka: No napisz to. Miałam mnóstwo pomysłów na wiele książek, ale blakły, kiedy nie zabierałam się za ich spisywanie. Z opkami idzie mi łatwiej, więc podchodzę do Dzikusa jak do długiego opowiadania na konkurs. 

PS. Spróbuję nadać powieści jakikolwiek smaczek postmodernizmu, choć nie mam jeszcze o nim pojęcia. Znam tylko wytyczne postmodernizmu w filozofii, nie w literaturze. A co? Że niby nie mogę, bo się nie znam? Nie znasz się na czymś? To się poznaj.

Założenia mogą ulec zmianie. Cenię sobie sugestie i rady. Eksperyment w trakcie trwania może rozwinąć się w coś niespodziewanego. 

(Uwaga! Zwrócono mi słusznie uwagę, że trójka dzieci to żadna wymówka, a potwornie czasochłonna sprawa. Nie chcę nikogo obrazić, a jedynie sprowokować do działania, znalezienia chwili czasu. Jeśli np. znajdujesz czas na obejrzenie ulubionego programu w telewizji - w trakcie oglądania złap za zeszyt albo laptop i spróbuj coś naskrobać. Możesz nawet pisać dzieciom opowiastki. Wyobrażam sobie, że własne dzieci i chęć ich zabawienia to niezłe źródło inspiracji. Tak powstał przecież Harry Potter. I o ile pierwsza część była bajką, tak ostatnia to już historia pełna alegorii, skierowana do dojrzalszego czytelnika. Ja wychowałam się na historii Harry'ego i niezmiernie się cieszę, że Rowling znalazła czas na spisanie tej opowieści.)