poniedziałek, 26 października 2015

Standardowe manifesty i wydawnictwa część 3

Parę uwag na bieżąco.

Niektóre wydawnictwa w ogóle nie reagują na moje pytania. Wydawnictwo Otwarte i Publicat są do tej pory jedynymi, które na zapytanie odpowiedziały sprawnie.

Co do propozycji wydawniczych, przeważnie nikt nie przyśle wam żadnego maila zwrotnego. Drzewo Babel było uprzejmie odpisać, że książka nijak nie pasuje im do profilu. Poleciło inne. Fabryka Słów jako nieliczna śle odpowiedź z automatu, z podziękowaniem za przesyłkę. Genius Creations wyraźnie ukazuje nową jakość na rynku - dziękuje za książkę i informuje, do ilu osób teraz trafi oraz kiedy otrzymasz odpowiedź. Mimo że to tylko krótki mail, wyraźnie odznacza się na tle milczącego, biernego przyjmowania propozycji przez inne wydawnictwa. Na stronie GC można też znaleźć opis przebiegu procesu wydawniczego.
Oczywiście każdy rozumie, że ludzie z wydawnictw po prostu nie mają czasu na takie rzeczy, jak zajmowanie się każdym, kto do nich pisze. Ale nawet automatyczna odpowiedź robi człowiekowi dobrze - daje jakiś dowód nawiązania kontaktu, coś namacalnego. 

Wpadłam wczoraj do Empiku z zamiarem spisania nazw wydawnictw z półek literatura polska, fantastyka polska i obca. Akurat musiałam pojechać do Bonarki, więc eksplorowałam Empik właśnie tam.
Wchodzisz na pierwszy poziom sklepu i trafiasz na jarmark. Kupisz tam wszystko, od cukierków, przez torby i kolczyki po... wolę się nawet nie przyznawać, co tam widziałam. Wokół straganów kręci się z dziesięć osób. Jest winda, ale załóżmy, że jeżdżenie windą na pojedyncze piętra zdaje ci się głupie, więc brniesz po schodach na górę; półpiętro przecinają jakieś pseudo drzwi do innego wymiaru, z najnowszego Assassin's Creeda (nawet nie wiesz, która to już część...). Wyglądają, jakby miały uruchomić jakąś chorą melodyjkę albo wciągnąć cię w pułapkę, więc przeciskasz się obok i docierasz... do raju dla dzieci. Kompletnie pustego - ani pół dzieciaka wśród tych wszystkich zabawek i gadżetów. Znudzona pracownica zamiata nieistniejące śmieci z podłogi, żeby jej pracodawca nie powiedział, że nic nie robi. Wleczesz się po schodach na drugie piętro i wreszcie docierasz do książek. Wita cię dwójka czytających grube książki, młodych ludzi i kilku pracowników w podobnym wieku, którzy łażą między półkami i wyglądają na bardzo zajętych. Kompletna cisza, jesteś jak duch, nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Polska fantastyka wciśnięta w kąt, zajmuje "aż" dwa regały. Dokładając obcą fantastykę i półki z literaturą polską, czeka cię kilka regałów do przejrzenia.
Mój wpis nie ma na celu obrażania Empiku. Dzielę się tylko sprawozdaniem z wyprawy łowieckiej. Idę do sklepu z książkami i muszę przeleźć spory kawał, zawalony najróżniejszymi rzeczami, które książkami nie są, by wreszcie dobrnąć do celu. 



Ale cóż ja wiem? Ani się nie znam na handlu, ani na realiach rynku. Jestem tylko szeregowym czytelnikiem. I wiem, że czytelnictwo w Polsce ma się raczej kiepsko.

Niemniej dziękuję Empikowi za możliwość przebywania w ciszy i spokoju. Nie dziwię się, że ludzie lubią tam czytać. Przyjazne środowisko dla kontemplatorów.

Zanim przejdę do wydawnictw, muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię. Jak zwykle zresztą. Żyłka mi pękła w tym temacie kolejny już raz.

Kilka wydawnictw preferuje propozycje z "gatunku" literatury dla kobiet.
CO TO JEST literatura dla kobiet? Widzieliście kiedyś podpis: literatura dla mężczyzn? Nie rozumiem - to cała literatura nie jest dla kobiet, dla nich istnieje jakaś specjalna? Reszta teoretycznie znajduje się poza ich sferą zainteresowania? I co te kobiety niby czytają? Wydawnictwo Amber daje wskazówkę: współczesne powieści obyczajowe. Biegnę więc do wujka Google sprawdzić, co to jest literatura obyczajowa. Wikipedia mówi mi, że istnieje coś takiego, jak:
Powieść społeczno-obyczajowa - najważniejsza odmiana powieści realistycznej reprezentowana przez najwybitniejsze osiągnięcia klasyki powieściowej XIX wieku. Najbardziej znanymi przykładami powieści społeczno-obyczajowej jest Komedia ludzka Honoriusza Balzaka, złożony z 85 tomów cykl obrazujący życie większości warstw społecznych Francji w okresie od Dyrektoriatu do monarchii lipcowej. Typową realizacją gatunku takiej powieści jest też Anna Karenina Lwa Tołstoja, obraz Rosji u schyłku XIX wieku. Na gruncie polskim za najwybitniejszą powieść społeczno - obyczajową uważa się Lalkę Bolesława Prusa, nazwaną przez krytyków "epopeją dziewiętnastowiecznej Warszawy".

NA BANK "STEREOTYPOWE" KOBIETY, O KTÓRE CHODZI WYDAWCOM, ZACZYTUJĄ SIĘ W BALZAKU I TOŁSTOJU! A TE SZMIRY, Z BEZNADZIEJNYMI OKŁADKAMI, PRZY KTÓRYCH GRAFIK PŁAKAŁ... TE SZMIRY KIEROWANE NIBY DO MNIE, BO PRZECIEŻ JESTEM KOBIETĄ, Z PEWNOŚCIĄ SĄ WZOROWYMI KONTYNUATORKAMI DZIEŁ PRUSA!

Dobrze wszyscy wiemy, o jaką pisaninę chodzi, bo na tym blogu pastwiłam się nad nią wielokrotnie. Cytowałam znawczynie "babskiej literatury", które są w stanie wybaczyć usterki językowe dla emocjonalnych podniet. Już mi nawet szczęka nie opada na samą myśl o takim stwierdzeniu, które balansuje na granicy ignorancji i absurdu. Nawet poradnik dla rolnika, złożony głównie z obrazków i wielkich podpisów, musi być napisany poprawnie językowo, składniowo itd.
Dobrze wiemy, o co chodzi - że kobiety podobno chcą czytać o romansach, ckliwych historyjkach i innych bzdetach, które można opakować w prymitywną okładkę sklejoną w Paincie i nie przejmować się specjalnie warsztatem autora. A pewnie, może i wielka rzesza kobiet chce. Telewizja, gazety, reklamy i społeczeństwo wmawia im, że to jest dla nich. Ograniczanie horyzontów i karmienie napuchniętych hormonami emocji, uderzanie w perfekcyjny wygląd i konkretne zachowania...
Przecież nikt nie mówi, a już na pewno nie ja, że koniecznie trzeba czytać klasykę, filozofię, fantastykę czy co tam kto ubóstwia. Uważam, że książki są po to, żeby nieść mądrość i poszerzać horyzonty. Rzecz drugorzędna, czy to będzie obyczajówka, kryminał, bajka, literatura podróżnicza, faktu, dramat, starodawna nowela, reportaż, satyra, political fiction, podręczniki, komiksy itp. Ale "kategoria" zwana literaturą dla kobiet doprowadza mnie do szału. Dobra, zrezygnujmy z wujka Google, idźmy na LC albo na stronę Matrasa i zobaczmy, co się kryje w dziale literatury kobiecej. Pierwsze zdania opisów książek, start.
"Związek kogoś tam i kogoś przechodzi kolejne próby, ale po każdej jest trwalszy..."
"Będąc ze mną skazujesz się na ból, cierpienie, niebezpieczeństwo..."
"Kogoś tam i kogoś połączyła młodzieńcza miłość..." 
"Ognista, hiszpańska wersja Pięćdziesięciu twarzy..."
"Był miłością jej życia, kiedy go zabrakło, jej świat runął..."
Okładki: całująca się para na tle drzew, biegnących koni, morza...
Oglądacie Pingwiny z Madagaskaru? Szef, Riko, Szeregowy i Kowalski czasem mają miny pełne odrazy i niedowierzania, a do tego skaczą im powieki. To jest doskonałe zobrazowanie "pękania żyłki". Ja tak wyglądam przy zderzeniu z babską pisaniną.

Oczywiście, że proste romanse są okej, żeby sobie poczytać i się zrelaksować, jeśli ktoś tylko to lubi. Ale trzymanie się całe życie jednego tematu czy kanonu nie ma zbyt wiele wspólnego z rozwojem. Chyba, że ktoś jest jak doktorek z mojej uczelni, który wszystkie prace, stopień po stopniu naukowym, pisze z Jaspersa.
Baba interesuje się tylko ckliwymi, tasiemcowymi romansidłami? A może wyłącznie poradnikami o tipsach, wiosennych sałatkach i zrzucaniu wagi? To poszerza wasze horyzonty? Wolne żarty. To mogą być dla was ciekawe sprawy, ale to nie są pożywki dla umysłu. Możecie ślicznie wyglądać i stanowić okazy zdrowia, ale bez tęgiego łba sobie nie poradzicie. I mężczyźni dalej będą uważać, że baba to tylko ładne opakowanie kuchennego, a przede wszystkim seksualnego robota. A ograniczone kobiety i mężczyźni będą was karmić wymysłami mającymi na celu skierowanie waszych wewnętrznych potrzeb na zadowalanie oka i spełnianie społecznych, skostniałych oczekiwań. 

Okej, okej, już kończę feministyczne manifesty.


WYDAWNICTWA:

Świat Książki przyjmuje propozycje na maila z konkretnymi wymogami: w tytule wiadomości krótki zarys pozycji, w załączniku maksymalnie pięćdziesiąt stron ze streszczeniem, na pierwszej stronie dane autora. Jeśli masz na koncie publikacje, musisz je krótko opisać i podać wydawcę.

Drageus przyjmuje propozycje wraz ze streszczeniem. Warto zaznaczyć, że jest to wydawnictwo zorientowane wyłącznie na fantastykę, obecnie głównie na SF.

Fantasy można wysłać do Szarej Godziny na maila.

Replika przyjmuje wyłącznie wersje papierowe z pakietem standardowym.

Czarne przyjmuje maile na dwa adresy naraz. Jeśli jest zainteresowane, kontaktuje się do trzech miesięcy.

Uwaga na koniec: a cóż to jest za kategoria na stronach kilku wydawnictw: Fantasy/fantastyka? Od kiedy fantasy jest czymś innym, niż fantastyka? Fantastyka dzieli się na fantasy, SF i horror. Jedna żyłka już mi pękła, ale niektóre wydawnictwa najwyraźniej nie mają dla mnie litości.

PS. Zapytałam kompetentnego znajomego o umowę wydawniczą z konkursu Czwartej Strony. Paweł Pollak na swoim blogu miał do niej sporo zastrzeżeń. Dam znać, co ustalę.

poniedziałek, 19 października 2015

Wydawnictwa część 2

Najpierw trochę o tchórzostwie i językowej poprawności.



JEDYNE, co nas ogranicza, to strach. Oczywiście, jest jeszcze przyzwoitość, dobro, piękno, sprawiedliwość itp., ale mówimy o wyjęciu swoich tekstów z przysłowiowej szuflady. Moje notki są wyzbyte niepewności i braku wiary w siebie, ale nie miejcie złudzeń: ja też boję się i wątpię. Przy każdym wyzwaniu.
Co do Dzikusa, ręka lekko mi drży, gdy klikam kolejne WYŚLIJ z propozycją wydawniczą. Chyba każdy ma takie myśli: Może rozsyłam kompletny gniot? Może trzeba było iść do fabryki łyżek, a nie brać się za pisanie? Uważam, że należy zacisnąć zęby i odrzucić od siebie wątpliwości. Jak się nie uda, to podejmę kolejną próbę. I kolejną. Będę się uczyć, aż mi się powiedzie. Odpowiednie nastawienie pożre twój strach i wątpliwości, chociaż co jakiś czas podejdą ci do gardła. Zwłaszcza, kiedy miesiącami będziesz czekał na odpowiedź od wydawnictw.
Przeglądam co trochę Dzikusa i nie raz wpadnę na kontrowersyjne zdanie, określenie czy odmianę. Mija czas, z każdym zerknięciem wyłapie się coś innego i nowego. Ale uważam, że wynajdywane błędy to drobne niezręczności, które można wygładzić bez bólu przy procesie wydawniczym.
Odważne nastawienie i dobre, porządne umiejętności warsztatowe. Trzymaj się tego i nie wymiękaj.



Rozsyłając propozycję zwróciłam uwagę na tytuł mojej pracy magisterskiej, który dwa lata temu był ustalony i wdrożony bez żadnych uwag. Ostatnio wpadłam na stwierdzenie, że zapis "fantastyczno-naukowa" jest błędny. Poprawny: fantastycznonaukowa. Tytułu pracy już nie zmienię, ale mogę pilnować tego zapisu w przyszłości.

Wróćmy do meritum.

Gdzie możesz wysłać fantastykę?

Prószyński i S-ka
Wiecie, jak było dziesięć i więcej lat temu? Przynajmniej ja mam takie przebłyski w pamięci. Człowiek myślał: Borze iglasty, żeby tak Prószyński mnie wydał... Albo: Jestem beztalenciem, nawet nie wysyłam do Prószyńskiego. To wydawnictwo zapracowało sobie na doskonałą renomę, ale nie róbmy z niego bóstwa. Z żadnego nie wolno robić boga, bo nie mamy jednego porządnego wydawnictwa na rynku. Dobrze myśleć: NIGDZIE nie mogę wysłać gniotu, muszę się postarać. Ranga wydawniczego bóstwa może niepotrzebnie onieśmielać, zniechęcać lub przeciwnie - sprawiać, że każdy, łącznie z grafomanami, bije do biednego Prószyńskiego lub innego Zeusa. Lekceważąc szeregi pozostałych mieszkańców Olimpu. 
Istnieje naprawdę sporo świetnych wydawnictw. Rynek rozkwitł. Niektóre wydawnictwa są młodziutkie, a już radzą sobie fantastycznie. Ustawmy Prószyńskiego wysoko, ale nie twórzmy szczytu listy i nie obwołujmy go niezdobytą górą.
Są i tacy, którzy powiedzą ci, że Prószyński czy inny "Zeus" to jedna z najgorszych opcji, jaką możesz wybrać. Ludzie są różni i mają odmienne doświadczenia. Podobnie z wydawnictwami. Musisz umieć odpowiednio selekcjonować informacje. 
Ta gadanina sprowadza się do jednego - WYSYŁAMY do Prószyńskiego.

Żartowałam! Prószyński nie przyjmuje obecnie fantastyki. Sorry. Propozycji fantastycznej tam nie wyślemy.

Insignis przyjmuje propozycje; nie precyzuje, jaką drogą, ale można mniemać, że trzeba wysłać mailem pakiet standardowy. I oczekiwać odpowiedzi tylko przy zainteresowaniu wydawnictwa.

Muza SA przyjmuje maile z zestawem standardowym. Czekasz trzy miesiące.

SQN przyjmuje propozycje; najlepiej wysłać pakiet standardowy na mail.

Zysk i S-ka przyjmuje propozycje; najlepiej wysłać pakiet standardowy na mail.

Publicat; w jego skład wchodzą między innymi Książnica i Wydawnictwo Dolnośląskie, które wydają fantastykę.
Publicat życzy sobie oprócz pakietu standardowego: w temacie maila "propozycja wydawnicza + tytuł", w wiadomości ilość znaków ze spacjami oraz grupę docelową czytelników. Na stronie ma formularz zgłoszeniowy, który u mnie nie działa. Wysłałam mu zapytanie odnośnie formułki przy formularzu, którą trzeba zaznaczyć. Pierwszy raz widzę, żeby trzeba się było zgadzać na przetwarzanie danych przy przesyłaniu propozycji.
(AKTUALIZACJA: Publicat odpisał, że strona jest w budowie, więc formularz może nie działać. Zapytał o rodzaj propozycji i skierował mnie na konkretny mail, najwyraźniej do osoby od fantastyki naukowej. Co do przetwarzania danych, nie wyjaśniono mi tego, ale i nikt nie kazał uwzględniać formułki w mailu z propozycją)

Może ktoś oświeci mnie, co się dzieje z Magiem? Bo od 2007 roku znajduję niezmienną informację: przysyłanie propozycji wydawniczych zawieszone.

Wysłałam pytanie o przyjmowanie propozycji do paru wydawnictw. Wciąż przeglądam rynek. Mam Drugą płeć do przeczytania i opracowania na doktorat, a opasłe tomy Historii Filozofii Coplestona rzucają się uciążliwie w oczy, domagając pracy nad drugą magisterką. Do tego czeka szlif opka na Dobro złem czyń, mam też pomysł na drugie. Może zdążę. Odezwę się za tydzień.

PS. Przypominam, self-publishing i vanity press nie wchodzą w grę. Jeśli niechcący znajdzie się tu wydawnictwo, które proponuje tego typu druk, od razu wypadnie z puli. W ogóle nie obchodzi mnie w tym momencie dyskusja na temat tego, czy selfy i vanity są złe, czy dobre. Po prostu takie jest założenie projektu Dzikiej Książki. Tylko normalny tryb wydawniczy.

poniedziałek, 12 października 2015

Wydawnictwa część 1

Pamiętaj!
Nie wysyłaj zbiorczych maili. Nie rozpisuj się w wiadomości. Sprawdź profil wydawniczy, nim wyślesz książkę do danego wydawnictwa. Nie prześladuj swoją osobą pracowników wydawnictw. 

Gdzie możesz wysłać fantastykę?

Genius Creations przyjmuje teksty mailem razem z informacją o autorze i streszczeniem na 1-2 strony. Odpowiada w ciągu trzech miesięcy, decyzje uzasadnia (warte docenienia, rzadko wydawnictwo poświęca czas na takie rzeczy).

Fabryka Słów przyjmuje teksty na maila, odpowiada tylko zainteresowana.

Uroboros przyjmuje wyłącznie wersję papierową z krótką informacją o autorze, danymi kontaktowymi, notką o książce (najlepiej streszczenie). Odpowiada do pół roku, nie uzasadnia.

Drzewo Babel przyjmuje na maila, odpowiada w trzy, cztery miesiące. Załącz streszczenie, dane o autorze, mail.
(POPRAWKA, Babel odpisało, że moja książka nie pasuje do jego profilu. Uprzejmie podało Fabrykę Słów jako alternatywę)

Supernowa przyjmuje wydruki na adres pocztowy i pliki tekstowe na maila, wraz z krótką notką o autorze, danymi kontaktowymi i notką o tekście (preferuje streszczenie). Nie odpowiada niezainteresowana.

Wydawnictwo Literackie przyjmuje wydruki i maile razem z danymi kontaktowymi, życiorysem i konspektem lub streszczeniem na jedną stronę. W ciągu sześciu miesięcy odpowiada tylko zainteresowane.

Wydawnictwo Otwarte przyjmuje teksty na maila, najlepiej załączyć zestaw standardowy.

Znak życzy sobie trzydzieści stron tekstu wraz ze streszczeniem i danymi kontaktowymi na maila, odpowiada tylko wybranym.

Dzikus jest rozsyłany, zbieram informacje, wysyłam w świat pakiety. Mój pakiet oprócz standardowych elementów zawiera jeszcze odnośnik do tego bloga i grafikę w odsłonie kolorowej oraz czarno-białej. Mam straszliwą orkę na dwóch kierunkach, więc z rozpisywaniem się tutaj nie ma mowy. Każdą ciekawą informację, reakcję, ploteczki postaram się wrzucić. Uwaga, wciąż trwa konkurs na książkę fantastyczną; jeśli masz czterysta tysięcy znaków, sprawdź Czwartą Stronę Fantastyki. Nadal możesz wysłać opowiadania na konkurs Dobro złem czyń, a także na Dreszcze, Literacki Konkurs Tematyczny.

czwartek, 24 września 2015

Pierścień rusza na południe... ekhm. Książka rusza do wydawnictw.

Czekam na odpowiedź od organizatorów konkursu na książkę fantastyczną odnośnie rozsyłki do wydawnictw pozycji konkursowej. Oczekuję też finału pracy grafika. Do końca miesiąca. W tym czasie robię streszczenie, charakterystykę postaci i wszelkie niezbędniki, jakich przeważnie oczekują wydawnictwa. Zrobiłam też kilka dodatkowych dziesiątek znaków dla rezerwy. Na początku października książka leci na konkurs i do wydawnictw. Ja w tym czasie mam masę konkursów na opowiadania, remont i powrót na uczelnię.
Przy wysyłce podam wam wszystkie wydawnictwa, ich profile i szybkość odpowiedzi. Wszystko na bieżąco. Będziecie mogli obserwować razem ze mną, co dzieje się z Dzikusem.  

piątek, 18 września 2015

Finisz



Łatwo nie było, ale oto jest, czterysta tysięcy znaków w pół roku, siedem autokorekt, przypisy na miejscu, osiem obszernych rozdziałów, nawet "Od autorki" (finalnie usunięte). Dwie bitwy na mechy, niesprawiedliwa, brutalna śmierć, spiski ziemskie i kosmiczne, bogowie i ateizm, reżimy polityczne, szalejące mary senne, wspomnienia niezwykłego dzieciństwa, dylematy moralne, nowa moralność, wynaturzenia i wypadki genetyczne oraz dziwny kot. Uważam, że książka wyszła ciekawa, chociaż na bank potrzebuje porządnej korekty i redakcji. W tekście na czterysta tysięcy znaków na pewno narobiłam błędów, których jak na razie sama nie dostrzegam. Ale mam nadzieję, że jak na propozycję wydawniczą przygotowaną w pół roku - jest znośne, a może nawet nieźle. 
Naprawdę wykończyły mnie te starania i wyścig, by jednocześnie spełnić własne założenia i wymogi ilościowe na konkurs. Muszę odpocząć. Po weekendzie notka odnośnie wysyłki wydawniczej i spraw technicznych.

czwartek, 27 sierpnia 2015

A może dwieście?


Proszę bardzo! Dopisałam Dzikusowi sto tysięcy znaków. Z samych poprawek doszło trzydzieści pięć tysięcy. Dołożyłam też do akcji wątki, jakie planowałam na kontynucję, jeśli książka zostanie wydana. I jeszcze nie skończyłam - może być z tego nawet kolejne sto tysięcy znaków, gdy wziąć pod uwagę poprawki obecnej całości. Czterysta tysięcy pozwoliłoby mi na udział w pewnym konkursie, więc czemu nie? Mam przecież jeszcze ponad dwa tygodnie do końca czasu projektu. Zawzięłam się i zdołam to napisać. I z dziesięć razy poprawić. 

Grafik też nie próżnuje. Oto fragment jego pracy, kawałek zrujnowanego Krakowa oraz szkic mecha. Finalnie spleciona z tego scena będzie, mam nadzieję, bardzo smaczna. Działamy, działamy ;)

by Marek Gryboś

środa, 12 sierpnia 2015

Walka o sto tysięcy

I wcale nie chodzi o Piórko Biedronki.



LICZBA ZNAKÓW

Po pierwszym szlifie generalnym, kiedy zerknęłam na liczbę znaków Dzikiej Książki pomyślałam, że jest zbyt drobna - ma nieco ponad dwieście tysięcy znaków. Wiem, ile powinien mieć szort, opko, ile opko mieć nie może, bo staje się za duże - ale jaka liczba znaków stanowi książkowe minimum? Zadałam to pytanie na forum i okazało się, że wymogi Czwartej Strony Fantastyki optymalnie wyznaczają granice potwierdzane opiniami piszących - czterysta tysięcy. Trzysta pięćdziesiąt zostało przez Marcina Podlewskiego określone jako minimum. 
Mam jeszcze miesiąc czasu. Dostałam się na doktorat, spisałam opowiadania na wszystkie konkursy, mam przez miesiąc sporo czasu. 

Po co się przyznaję, że mam za mało znaków o jakieś sto tysięcy? Bo Projekt nie jest po to, żeby zgrywać kozaka, tylko zobaczyć, jak to przebiega, jakie problemy się pojawiają i czy rzeczywiście cała sprawa z sześcioma miesiącami na książkę jest możliwa. To ma być autentyczne, nie wygładzone i idealnie wpasowane w śliczny plan. Realnie staram się prowadzić walkę o to, by Dzikus miał jak największe szanse na wydanie. Liczba znaków, choć często w ogóle o tym nie myślimy, jest bardzo istotna. 

Sami chyba rozumiecie, że w tej sytuacji muszę pisać i nie uda mi się pokazać wam obiecanych zabiegów na żywym tekście, a przynajmniej nie w tej notce. 

Wspomnę jeszcze o innym, ciekawym sposobie na książkę. Taki myk prezentuje strona Nowej Fantastyki.
Z czasem udzielania się i publikowania na niej, jeśli przejawia się jakieś walory i wartości literacko-charakterologiczne, można liczyć na pomoc niezłych wyjadaczy w temacie. W ten sposób postąpiło już kilku użytkowników - dają skompletowanemu gronu książkę do betowania, a nawet piszą ją kawałek po kawałku, w trakcie bety, modyfikując i wytwarzając tekst przy bieżących uwagach życzliwych kolegów. Betuję ze dwie czy trzy książki, więc wiem, jak to wygląda. Wszyscy się przy tym czegoś uczą, coś zyskują, a beta całkiem porządna i darmowa. Wielu pisarzy wskazuje przy pytaniach "jak wydać książkę" element bety od znajomego, nim wyślą ją do wydawnictw. To jest świetna droga szlifierska. Co prawda nie dla mnie, bo ja w kwestii książek jestem absolutna Zosia Samosia. Podciągam swoje umiejętności jak tylko mogę, udało mi się osiągnąć taki poziom, że często beta moich opków od wyjadaczy z NF nie jest potrzebna, tekst nie zawiera błędów. Wiem, że łatwo to osiągnąć przy dziesięciu tysiącach znaków, a co innego przy trzystu. Ale w temacie szlifowania książek działam sama i kropka. Dopiero później, po wysyłce do wydawnictw, mogę pogadać z betami. Inni wcale tak nie muszą - wręcz zalecam, jeśli nie macie charakteru podobnego do mnie (pod tytułem: wszystko muszę sama), znajdźcie kogoś na betę. Często samemu nie widzi się pewnych błędów, zwłaszcza, gdy goni czas i nie można spojrzeć na tekst z dużo większej perspektywy.
Jeśli macie charakter podobny do mnie, to uczcie się pilnie i przygotujcie na wiele porażek, nim przyjdą sukcesy.

W tej chwili nie pomogę bardziej, moi drodzy, wracam do Dzikusa.

PS. Zapomniałam wkleić dowody. Wlepiam screena.